Postanowiłam zrobić taki post po tym, jak parę osób spytało mnie, jak właściwie można pomóc pszczołom. Zbiorę tutaj różne działania – te, które warto podejmować, ale też te, przy których należy być ostrożnym, bo można łatwo coś zepsuć niechcący, oraz te, które wcale nie pomagają, a są tylko dziwnym wymysłem krążącym po internecie. Mam w planach aktualizować tekst, więc jeśli macie pomysł, co można dodać do listy, albo chcecie spytać o to, czy jakieś działanie rzeczywiście pomaga, możecie do mnie napisać.
Rzadsze koszenie – niby nic nie robimy, a pomagamy
Koszenie jest potrzebne do utrzymania „łąkowego” charakteru roślinności – przy długotrwałym braku koszenia (lub wypasu) miejsce może zarosnąć krzewami, a później drzewami, tworząc las (również będący oczywiście dobrym siedliskiem, ale akurat mniej atrakcyjnym dla większości naszych pszczół). Brak koszenia może też ułatwiać rozprzestrzenianie się roślin inwazyjnych, takich jak nawłoć kanadyjska. Z drugiej strony, zbyt częste koszenie ma negatywne skutki przyrodnicze, i jest częstym problemem w miastach. O tym, jak kosić dla zapylaczy, można poczytać nieco więcej tutaj: Koszenie dla zapylaczy.

Uprawa kwiatów – świetny pomysł, ale wybierajmy mądrze gatunki
Jeśli w danym miejscu jest możliwe wspieranie i ochrona dziko występującej roślinności, w tym kwiatów, to jest to najlepsza opcja. Jednak jeśli mamy do czynienia z miejscem, gdzie nic nie rośnie i nie ma za bardzo na to widoków (na przykład hałda nawiezionej niewiadomoskąd ziemi na nowo wybudowanym osiedlu, albo balkon) lub oprócz nakarmienia pszczół naszym priorytetem jest też uzyskanie efektu tradycyjnej kwietnej rabatki, to możemy wybrać do uprawy kwiaty karmiące pszczoły. Nie polecam polegania na mieszankach „miododajnych”, „łąk kwietnych”, „kwiatów dla pszczół” bez sprawdzenia ich składu gatunkowego (a jeśli nie ma podanego składu, to trzymałabym się od takich mieszanek z daleka). Najlepiej, żeby były tam gatunki rodzime – dość łatwo obecnie znaleźć mieszanki na miejskie łąki kwietne złożone z rodzimych gatunków. Jeśli wybieramy rośliny typowo ozdobne, to unikajmy gatunków niedawno sprowadzonych albo pochodzących z daleka „egzotów” i koniecznie sprawdźmy, czy wybrany przez nas gatunek nie jest inwazyjny albo nie ma takiego potencjału (np. nawłoci kanadyjskiej i rdestowcowi mówimy zdecydowane nie, rudbekii też nie radzę). Odmiany o pełnych kwiatach są mniej atrakcyjne dla pszczół niż te „zwykłe”, a niektóre odmiany uprawne roślin nie wytwarzają pyłku, czyli składnika – obok nektaru – kluczowego w kontekście karmienia tych owadów.
Ważna jest ilość (im więcej kwiatów, tym więcej pszczół może na nich się wyżywić), jakość (czyli mądry dobór gatunków, o którym wyżej) i różnorodność. Obsianie całego trawnika jednym gatunkiem (nieważne jakim) nie będzie tak dobrym pomysłem jak obsianie go mieszanką o dobrym składzie. Pamiętajmy, że pszczoły nie latają zbyt daleko (średnio mówi się o 500 m, ale niektóre drobne samotnice mają problem, żeby żerować dalej niż 50 m od gniazda), więc powinny mieć ofertę żywieniową w pobliżu.
Warto pamiętać, że kwiaty wytwarzają też drzewa. Głogi, tarniny, wierzby, klony, dęby i wiele innych gatunków, oprócz innych niewątpliwych zalet, będą również karmić pszczoły. Nie dziwcie się, że wymieniam tutaj również gatunki wiatropylne – chociaż one nie korzystają z zapylenia przez owady, to owady mogą korzystać z ich pyłku 🙂

Hodowla pszczół – nie rób tego w domu (ani nigdzie)
Nie chodzi o to, że hodowla pszczół jako taka jest zła – ale pamiętajcie, że w tym tekście piszę o formach pomocy tym owadom. Hodowla pszczół nie jest formą pomocy im. I nie ma tu znaczenia, o jakim gatunku mówimy – czy o miodnej, czy murarce, wałczatce, miesierkach czy trzmielach. W ochronie przyrody hodowla, owszem, jest jedną z metod ochrony zagrożonych gatunków, ale po pierwsze – chodzi o gatunki zagrożone, a większość tych hodowlanych jest wręcz pospolita, a po drugie – robią to naukowcy. Wyobrażacie sobie sytuację, że ktoś przychodzi do sklepu zoologicznego i kupuje sobie rysia, a potem trzyma go w domu, żeby pomagać zagrożonym gatunkom? No tak to nie działa, ani z rysiami, ani z pszczołami. Hodowla (czy, może poprawniej, chów) pszczół nie tylko im nie pomaga, ale wręcz może szkodzić, m.in. poprzez zwiększanie konkurencji do pokarmu rzadszym gatunkom, rozprzestrzenianie chorób i krzyżowanie dzikich populacji z tymi hodowlanymi.
Podsumowując, jeśli usłyszycie, że ktoś pomaga pszczołom poprzez stawianie pasiek, hodowlę trzmieli albo murarki, to nie wierzcie. I najlepiej dajcie mu znać, że to zły kierunek, bo może zwyczajnie tego nie wie.
Na temat zagrożeń związanych z hodowlą pszczoły miodnej można poczytać tu: https://naukadlaprzyrody.pl/2021/10/01/opinia-naukowcow-w-sprawie-zakladania-pasiek-miejskich-jako-formy-ochrony-pszczol/

Karmienie cukrem, miodem – nie polecam
W sieci można znaleźć różne warianty postów na temat tego, żeby karmić pszczoły. Były zachęty do wystawiania wody z cukrem w miseczce, startego jabłka czy nawet… rozkładania łyżeczek z cukrem na trawniku. Wszystkie te sposoby to bzdura. Pszczoły oczywiście przylecą do takiego karmnika – swoją drogą, będą to głównie lub wyłącznie miodne, najmniej wymagające ratowania spośród wszystkich naszych pszczół – bo to łatwo dostępne źródło cukru. Ale założę się, że pszczelarze Wam za to nie podziękują 😉 Właściwym miejscem, gdzie pszczoły powinny się zaopatrywać w cukier, są kwiaty, a dokładniej ich nektar. Jeśli chcemy nakarmić pszczoły, dbajmy o to, by przez cały czas miały do dyspozycji kwitnące rośliny.
A co z karmieniem osłabionej pszczoły roztworem cukru lub miodu? Zdania są podzielone. Dave Goulson wspomina w swojej książce „Żądla rządzą” o tym, że sam karmił w ten sposób trzmiele, które z jakiegoś powodu przeceniły swoje siły i którym zabrakło „paliwa” na powrót do gniazda. Sęk w tym, że widząc osłabioną pszczołę, nie wiemy, co jej dolega – może być głodna, ale może też być stara, u naturalnego kresu swojego życia, albo chora, w tym na jakąś pszczelą chorobę zakaźną. I jak ją nakarmimy, to dostanie poweru, żeby wrócić do gniazda i pozarażać koleżanki. Skoro już mowa o chorobach – nie poleca się karmienia żadnych pszczół (trzmieli też nie) miodem, właśnie ze względu na możliwość, że może zawierać patogeny (dla nas niegroźne, dla pszczół już tak).
Weźcie pod uwagę, że głodnych pszczół, którym zabrakło energii do dalszego lotu, będzie mniej, jeśli mniej będzie „kwietnych pustyń”, przez które będą musiały lecieć bez tankowania. Więc znów kłania się punkt z uprawą kwiatów oraz rzadszym koszeniem 🙂

Poidełka – fajne, chociaż niekoniecznie dla pszczół
W sieci można znaleźć wiele instrukcji wykonania poidełek dla pszczół. Jednak spośród około 490 gatunków pszczół żyjących w Polsce najprawdopodobniej przy naszym poidełku zobaczymy tylko jeden – pszczołę miodną. Ona faktycznie pobiera wodę, szczególnie w gorące dni. Pozostałe pszczoły uzyskują wodę z nektaru i procesów metabolicznych, i to powinno im wystarczyć. Warto jednak pamiętać, że woda przyda się bez wątpienia innym zwierzętom, takim jak ptaki czy jeże, dlatego poidełko będzie dobrym pomysłem, nawet jeśli niekoniecznie jest to pomoc dla pszczół. O kamyczkach czy patyczkach też warto pamiętać, żeby każde zwierzę, które przypadkiem wpadnie do środka, miało szansę się wydostać. A jeszcze lepszym od poidełka będzie oczko wodne, o ile oczywiście macie możliwość je stworzyć w ogrodzie.

Hotele dla owadów
Temat rzeka. Wiem, że są ich zdecydowani przeciwnicy, i chociaż sama do nich nie należę, to w wielu punktach muszę przyznać im rację. Po prostu przy wykonywaniu i stawianiu hotelu wiele rzeczy może pójść nie tak, a nasze błędy mogą sprawić, że hotel albo będzie bezużyteczny, albo wręcz szkodliwy. Mogą to być zarówno błędy konstrukcyjne samego domku, jak i w jego umiejscowieniu, w szczególności umieszczenie w miejscu, gdzie nie ma odpowiedniej bazy pokarmowej dla jego potencjalnych mieszkańców. Bardzo poważnym błędem jest też zasiedlanie hotelu murarką – dlaczego, to wyjaśniłam wyżej, w punkcie o hodowli.
O hotelach przeczytacie więcej w tym wpisie: Hotele dla pszczół.

Rezygnacja z pestycydów – tak!
Tutaj też, może nawet bardziej niż w przypadku rzadszego koszenia, w zasadzie nie można wiele zepsuć. Pestycydy, czyli środki przeciw różnego rodzaju niepożądanym przez nas organizmom, rzadko są zupełnie obojętne dla gatunków niedocelowych. Negatywne skutki mogą dotyczyć nie tylko gatunków w obrębie tej samej grupy (np. insektycydy mogą szkodzić wielu różnym owadom, zarówno uznawanym za szkodniki, jak i innym), ale również działać na zupełnie odległe organizmy (np. fungicydy, kierowane przeciw grzybom, mogą przy okazji szkodzić pszczołom). Możliwe jest też wzmocnione szkodliwe działanie, jeśli kilka środków jest stosowanych razem. Każde odejście od zastosowania syntetycznych pestycydów i wybór alternatywnej, mniej szkodliwej metody, będzie na plus dla pszczół (i nie tylko dla nich).

Inwazyjne gatunki roślin – nie sadzimy, usuwamy
Inwazyjne gatunki obce stanowią zagrożenie dla bioróżnorodności. Inwazyjne rośliny wypierają gatunki rodzime z siedliska, zubożając przez to florę, a tym samym – ofertę pokarmową dla zwierząt. Nawet jeśli taka roślina inwazyjna jest atrakcyjna dla pszczół, to zysk jest bardzo krótkoterminowy. Dlatego jeśli chcemy zasiać kwiaty dla pszczół, to nie powinno wśród nich być nawłoci kanadyjskiej, robinii akacjowej czy rdestowca, mimo że rośliny te są uznawane za miododajne. Walka z gatunkami inwazyjnymi, powstrzymywanie ich rozprzestrzeniania i przywracanie siedlisk do stanu sprzed inwazji są trudne, ale jeśli jest taka możliwość, to warto to robić – w szczególności, jeśli siedlisko jest lub było cenne.
Aby skutecznie walczyć z inwazyjnymi gatunkami obcymi, trzeba przede wszystkim umieć dobrze je rozpoznawać (żeby nie zwalczyć przez przypadek np. arcydzięgla zamiast barszczu Sosnowskiego albo niecierpka pospolitego zamiast gruczołowatego), a także wiedzieć, jaka metoda w danym przypadku będzie optymalna. Niektóre metody są mało skuteczne, albo wręcz mogą szkodzić – np. wyrwanie rdestowca i rozrzucenie wyrwanych roślin gdzieś w okolicy („żeby się rozłożyły”) czy choćby zgubienie kawałków kłączy w drodze do utylizacji, spowoduje jeszcze większe „rozsianie się” inwazji roślin, które mogą wyrosnąć nawet z małego kawałka kłącza.

Masz pasiekę? Dbaj o swoje pszczoły
Tak jak pisałam wyżej, założenie czy prowadzenie pasieki nie jest formą ochrony pszczół. Ale są różne inne powody, dla których hoduje się pszczoły miodne – choćby po to, żeby pozyskać miód, wosk i inne produkty pszczele. Jeśli już mamy pasiekę, to dbajmy o swoje pszczoły, o ich kondycję i zdrowie, dokształcajmy się. Pomoże to nie tylko naszym podopiecznym – co jest oczywiste – ale również dzikim pszczołom żyjącym w sąsiedztwie naszej pasieki. Dlaczego? Otóż pszczoła miodna może być źródłem zakażeń różnego rodzaju patogenami dla dzikich gatunków. Do zarażania może dochodzić na kwiatach, które odwiedzają różne gatunki zapylaczy. Jeśli pszczoły w naszej pasiece będą chore, to jest duże ryzyko, że będą chorować także te dzikie w okolicy.
Nie czyść trzmiela z roztoczy
U niektórych trzmieli można zauważyć na futerku przyczepione małe kuleczki. To roztocze. Wbrew temu, co czasem można przeczytać w internecie, nie są niebezpieczne – za to próby ich usunięcia mogą być niebezpieczne dla trzmiela. O tym, jaką rolę pełnią roztocze w życiu trzmieli oraz innych pszczół. przeczytacie tutaj: Pszczoły i roztocze.
O roztoczach możecie poczytać też na stronie Bumblebee Conservation Trust

Edukacja zawsze w cenie
Przeczytałaś, przeczytałeś ten wpis na blogu? A może jakiś inny? A może Twoja wiedza na temat pszczół jest bardzo rozległa? Podziel się nią z innymi, zachęć do pomagania tym owadom. Widzisz, że ktoś próbuje pomóc pszczołom, ale robi to źle? Zwróć mu na to uwagę i podsuń pomysły, co zrobić lepiej.
