„The book of bees” Minckley

„The book of bees” pod redakcją Roberta Minckleya to nowość, została wydana jakoś pod koniec tego roku. Ma format zbliżony do A4, twardą okładkę i choć daleko jej pod względem objętości do „Wildbienen Deutschlands” Westricha, to też jest całkiem niezłą cegłą.

Przed napisaniem tej recenzji w zasadzie tylko przekartkowałam książkę i przeczytałam co nieco z początkowych rozdziałów, ale też nie jest to pozycja, którą czyta się „od deski do deski”. Ma formę leksykonu – większość jej objętości zajmują opisy gatunków. Według informacji na tylnej okładce przedstawiono ich ponad 400, a wybierano spośród całej fauny pszczół, więc znajdziemy tam gatunki ze wszystkich kontynentów (poza, oczywiście, Antarktydą). Każdemu gatunkowi (a w rzadszych przypadkach, całemu rodzajowi) poświęcona jest jedna strona, zawsze zawierająca „metryczkę” z mapką występowania i tabelką z podstawowymi informacjami, zdjęcia i krótki opis. Podtytuł książki brzmi „A life-size guide to bees worldwide” i rzeczywiście, stałym elementem opisu gatunku jest też zdjęcie pszczoły w naturalnej wielkości.

Początkowe rozdziały zawierają informacje o podstawowych sprawach związanych z pszczołami – ich cyklu życiowym, wyglądzie, taksonomii, ewolucji itp. Są bardzo krótkie, więc mogą być przydatne osobom, które zupełnie nic nie wiedzą o różnorodności pszczół lub chcą odświeżyć sobie szybko pamięć. Jeśli jednak chcecie pogłębić swoją wiedzę na temat tej grupy owadów, to musicie sięgnąć po inne książki (na przykład opisywaną już przeze mnie na blogu „The Solitary Bees” Danfortha i współautorów, czy „Solitary bees” Bentona i Owensa czy absolutną biblię melittologów, „Bees of the world” Michenera).

Podsumowując – czy polecam tę książkę? Jeśli chcecie mieć na półce ładną pozycję do poprzeglądania wieczorami przy herbatce, i lubicie poczytać o egzotycznych gatunkach z innych części świata – „The book of bees” powinna Was zadowolić. A pod linkiem, tradycyjnie, informacje o książce na stronie wydawcy.

Skomentuj