Wspominałam w relacji z mojego Tygodnia Pszczół w Warszawie, że później napiszę post o tym, co robiłam w Górznie – oto i on.
Pierwsze dwa dni spędziłam na prowadzeniu zajęć dla biblioteki w Górznie, w ramach projektu „Blisko w Górznie”. Najpierw były warsztaty rysowania komiksów oraz spotkanie autorskie, na którym opowiadałam o tym, jak powstają moje książki, i o życiu dzikich pszczół. Było to poniekąd wprowadzenie do warsztatów terenowych, na których wyruszyliśmy na spacer, żeby poszukać pszczół… i wszystkiego, co nam się po drodze trafi.








W przeciwieństwie do spacerów w Parku Fosa oraz Służewskim Domu Kultury w Warszawie, ten w Górznie odbył się w gronie dość kameralnym. Uczestniczyli w nim dorośli i dzieci, i to dzieci okazały się najlepsze w łapaniu obiektów naszego zainteresowania. Na swoich zajęciach zwykle tylko ja mam siatkę i łapię pszczoły sama – chodzi o bezpieczeństwo uczestników, jak również pszczół. Tym razem również miało tak być, ale okazało się, że młodym obserwatorom udaje się łapać pszczoły w… plastikowe pojemniczki z lupą! Łapanie w ten sposób jest trudniejsze niż w siatkę, ale bezpieczniejsze (nie trzeba pszczoły dotykać, więc trudniej zrobić jej krzywdę albo narazić się na użądlenie), więc żadna pszczoła nie ucierpiała w czasie połowów. A spotkaliśmy ich całkiem sporo. Królowały pszczolinki (widzieliśmy m.in. piękną samicę pszczolinki rudej (Andrena fulva) oraz elegancką, czarno-białą pszczolinkę niebieskawą (Andrena cineraria), i – prawdopodobnie – pszczolinkę mniszkowo-jastrzębcową (Andrena fulvago)), ale były też murarki (Osmia), pseudosmukliki (Lasioglossum), koczownica (Nomada), a nawet pszczoła miodna, w sam raz do porównania z dzikimi gatunkami.








Ostatni dzień mojego pobytu upłynął na bioblitzu, który odbył się przy siedzibie Górznieńsko-Lidzbarskiego Parku Krajobrazowego i w którym uczestniczyli licealiści (a także pracownicy GLPK). Rozpoczęliśmy częścią wykładową, w której opowiedziałam co nieco o pszczołach, a także, krok po kroku, jak obsługiwać iNaturalist (jeśli nie byliście na tym spotkaniu, a też chcielibyście rozpocząć przygodę z iNatem, do czego zachęcam, to może pomoże Wam mój post tutaj). A potem ruszyliśmy w teren, z telefonami z aplikacją iNaturalist w dłoniach i w gotowości do dodawania obserwacji do specjalnie założonego z tej okazji projektu na portalu. Łąka koło siedziby Parku Krajobrazowego okazała się bardzo ciekawa, chociaż moim osobistym hitem były, znalezione nie na samej łące, a w hotelu dla owadów nieopodal, trzy (!) chowające się w dziurkach samce miesierki długowłosej (Megachile circumcincta).







Dodaj komentarz