Zadrzechnie – jeden rodzaj, dwa gatunki

W ostatni majowy weekend miałam okazję naoglądać się do woli zadrzechni. Nie była to moja pierwsza obserwacja tych pszczół (o jednej z nich pisałam na blogu), ale pierwsza tak długa i z tak bliska. Pomyślałam, że wykorzystam to jako pretekst, by opowiedzieć Wam co nieco o tych pobudzających wyobraźnię pszczołach i przy okazji wyjaśnić parę nieporozumień czy wątpliwości z nimi związanych.

Zadrzechnia fioletowa (Xylocopa violacea) jest jedną z najbardziej znanych dzikich pszczół Polski, choć wiele osób zna ją nie pod nazwą polską ani łacińską, ale pod określeniem „czarna pszczoła”. Skąd ta niezwykła popularność tego, do niedawna, bardzo rzadkiego gatunku? Zapewne stąd, że jeszcze niedawno był uznany za wymarły w Polsce (z takim właśnie statusem znajdziemy go na mającej już ponad 20 lat Polskiej Czerwonej Liście bezkręgowców), a obecnie nie tylko „powrócił”, ale obserwuje się go coraz częściej. Jeśli dodamy do tego naprawdę elegancki wygląd – to jedna z największych naszych pszczół, cała czarna z niebieskofioletowym połyskiem – to popularność „czarnej pszczoły” jest nietrudna do zrozumienia.

Ale już o wiele mniej osób wie, że tak naprawdę mamy w Polsce nie jedną „czarną pszczołę”, a dwie. Oprócz bardziej medialnej zadrzechni fioletowej, jest jeszcze łudząco do niej podobna zadrzechnia czarnoroga (Xylocopa valga). Obie były do niedawna bardzo rzadkie w Polsce, spotykane na nielicznych stanowiskach – zadrzechnia fioletowa bardziej na zachodzie Polski, a czarnoroga – na wschodzie. W Polskiej Czerwonej księdze z 2004 roku możemy przeczytać, że zadrzechnia fioletowa była widywana w naszym kraju jedynie przed rokiem 1935, a czarnoroga jest wymieniana z 11 stanowisk. Co ważne, żaden z tych gatunków nie był rzadki w skali całego swojego zasięgu. Na południe od nas obie zadrzechnie zawsze miały się dobrze, i osoby spędzające wakacje w Hiszpanii czy Francji miały możliwość cieszyć oczy małymi czarnymi bombowcami przylatującymi do kwiatów również wtedy, kiedy zadrzechnia fioletowa była u nas uznana za wymarłą. Po prostu są to gatunki ciepłolubne i Polska znajdowała się na granicy ich zasięgu.

Klimat nam się niestety zmienia (dlaczego „niestety” w kontekście pszczół, pisałam niedawno tutaj), a Polska staje się coraz cieplejsza. Wygląda na to, że to właśnie był istotny czynnik, który odwrócił sytuację obu gatunków zadrzechni w Polsce o 180 stopni. Na początku XXI wieku zaczęto obserwować zadrzechnie coraz częściej. Stowarzyszenie Natura i Człowiek uruchomiło społeczny monitoring, w którym zbierało udokumentowane zdjęciami obserwacje tych gatunków. Po paru latach monitoring został zakończony, a obecnie zadrzechnie można spotkać w zasadzie na obszarze całego kraju. Co więcej, podział na część wschodnią, gdzie dominuje zadrzechnia czarnoroga, i zachodnią, gdzie spotyka się fioletową, powoli się zaciera. Dokładne śledzenie zmian zasięgu każdego z gatunków jest utrudnione przez to, że są one do siebie niezwykle podobne. I tu przechodzimy do kwestii ich rozróżniania.

Kiedy widzę w mediach społecznościowych zdjęcie zadrzechni z pytaniem „jaki to gatunek”, to już przed wejściem w sekcję komentarzy mogę z powodzeniem zgadnąć, jaką zobaczę odpowiedź – zwykle brzmi ona „zadrzechnia fioletowa”, nawet jeśli ze zdjęcia nie sposób stwierdzić, z którym gatunkiem mamy do czynienia. Ba, taka odpowiedź zdarza się nawet w tych rzadkich przypadkach, kiedy na zdjęciu mamy ewidentną zadrzechnię czarnorogą. Te dwa gatunki różnią się subtelnie i niekoniecznie tak, jak wydaje się wielu osobom. Czy zadrzechnia fioletowa ma fioletowy połysk w przeciwieństwie do czarnorogiej? Otóż… nie. Obie mogą błyszczeć na fioletowo bądź niebiesko w odpowiednich warunkach, ale może się też zdarzyć, że tego połysku nie dojrzymy, i nie ma to nic wspólnego z przynależnością gatunkową. Różnice są o wiele bardziej subtelne. Najłatwiejsze do oznaczenia gatunku są samce zadrzechni fioletowej. Mają one pomarańczowe segmenty tuż przed końcem czułków, i te jasne punkty są często widoczne nawet na słabych zdjęciach. Są częściowo pomarańczowe czułki = jest zadrzechnia fioletowa. Proste, nie? Gorzej, jak czułki są całe czarne… Może to być w takim wypadku samiec zadrzechni czarnorogiej, ale też samica każdego z tych dwóch gatunków. Sprawę utrudnia fakt, że rozpoznanie płci u zadrzechni nie jest tak łatwe jak u niektórych innych pszczół. Samce mają nieco większe oczy w stosunku do głowy niż samice. Jeśli uda nam się policzyć człony czułków lub widoczne segmenty odwłoka, to również po tych cechach możemy oznaczyć płeć (samce mają ich o jeden więcej niż samice). Samiec zadrzechni o całych czarnych czułkach oraz delikatnie rozjaśnionych na niebiesko oczach (nie zawsze jest to widoczne) to zadrzechnia czarnoroga. Jeśli z kolei trafi nam się samica, to niestety trzeba przypatrywać się takim cechom jak kształt głowy, proporcje długości członów czułków czy urzeźbienie tylnej nogi – cechy wymagające opatrzenia, dobrych zdjęć, a czasem wzięcia okazu pod lupę. Dla zainteresowanych – pod linkiem bardzo dobry materiał o rozpoznawaniu zadrzechni, niestety po niemiecku 😉

Zadrzechnie jako rodzaj są niesamowicie charakterystyczne, co nie znaczy, że nie zdarza się ich mylenie z innymi rodzajami pszczół. Ryzyko pomyłki rośnie, jeśli nie mamy doświadczenia z tym rodzajem bądź warunki obserwacji są trudne (np. krótkie spotkanie, obserwacja z daleka, w słabym oświetleniu itp.). Sympatyczne określenie „czarna pszczoła” jest tyleż popularne, co nieprecyzyjne. Zadrzechnie to nie jedyne nasze pszczoły, które są czarne. Do najczęstszych pomyłek, z którymi się spotkałam, należy mylenie z samicą trzmielca czarnego (bo jest wielka i czarna, włącznie ze skrzydłami), niektórymi ciemnymi gatunkami pszczolinek, które co prawda są o wiele drobniejsze od zadrzechni, ale za to mogą mieć przyciemnione skrzydła i niebieskawy połysk) i starymi bądź mokrymi osobnikami różnych gatunków, bo starość i zmoczenie powodują, że pszczoły są ciemniejsze niż normalnie.

Samiec zadrzechni fioletowej, widoczne diagnostyczne zakończenie czułków.
Samce zadrzechni fioletowej mają na tułowiu jaśniejsze, szare włoski w różnej ilości. Obu gatunkom włoski mogą też płowieć z wiekiem. Ten samiec na zdjęciu jest natomiast, moim zdaniem, po prostu ubrudzony, najprawdopodobniej pyłem drzewnym z gniazda. W każdym razie to zadrzechnia fioletowa, a nie inny, egzotyczny gatunek (niektóre inne zadrzechnie, gatunki, np. samice spotykanej w Europie Xylocopa pubescens, mogą mieć żółte włoski na wierzchu tułowia).

Obie nasze zadrzechnie mają dość podobny tryb życia. Gniazdują w martwym drewnie i choć samice nie pogardzą gotowym korytarzem do założenia gniazda, to w razie potrzeby bez problemu mogą sobie go same wygryźć żuwaczkami. W Stanach Zjednoczonych, w miejscach, gdzie zadrzechnie są liczne, bywają one uznawane za… szkodniki drewna. Tutaj warto nadmienić, że nie są to te same zadrzechnie, które żyją u nas, bo zadrzechni na świecie jest dużo więcej niż nasze dwa gatunki. Niektóre z nich prowadzą społeczny tryb życia. Obie polskie „czarne pszczoły” są natomiast samotnicami. Co ciekawe, samice mogą bronić gniazda, co jest absolutnym wyjątkiem na tle pszczół samotnic (i większości żyjących w Polsce gatunków społecznych również). Nie jest to również coś, co powinno budzić nasz strach wobec zadrzechni. Obrona wygląda tak, że jeśli zbliżymy się zbytnio do gniazda, samica może podlatywać z głośnym buczeniem i próbować nas odstraszyć. Pewni polscy badacze, którzy robili zdjęcia zadrzechniom przy gniazdach, obserwowali, jak samice podlatywały i atakowały aparat fotograficzny. Nie znam doniesień o użądleniu przez zadrzechnię przy gnieździe – podejrzewam, że wyraża ona niezadowolenie w wyżej opisany sposób na tyle dobitnie, że łatwo zrozumieć, czego chce i odsunąć się od gniazda w porę. Moje obserwacje, z których zdjęcia możecie oglądać w tym wpisie, miały miejsce bardzo blisko gniazd. Pszczoły zupełnie nie były zaniepokojone moją obecnością (ani innych osób, które również je oglądały) i nie miałam okazji zaobserwować odstraszania. Warto dodać, że różne pszczoły (nie tylko zadrzechnie, ale np. trzmiele) i osy mają zwyczaj podlatywania blisko do obiektów, którym chcą się przyjrzeć, i wykonują wtedy wokół nich wahadłowe poziome ruchy. Takie „skanowanie”, chociaż może budzić niepokój, nie ma nic wspólnego z próbą ataku. Wystarczy odczekać chwilę, stojąc nieruchomo, a w razie odczuwania dyskomfortu spokojnie się odsunąć. Nie odganiajmy się w panice, bo wtedy faktycznie możemy owada przestraszyć i np. uderzyć w locie, co może spotkać się z jego samoobroną przy pomocy żądła.

Czy widzicie ten czarny tyłeczek wystający spomiędzy trocin? To samica budująca gniazdo. Byłam kilkanaście centymetrów od niej, ale nie uznała tego za zniewagę i nie próbowała mnie odganiać.
Szybkie spojrzenie przed wyjściem z gniazda… i już jej nie było.

Obie zadrzechnie są u nas pod ochroną. To oznacza, że nie wolno ich łapać, zabijać, przenosić w inne miejsca, niszczyć gniazd ani siedlisk ich życia – o ile nie ma się ważnego powodu ORAZ odpowiedniego zezwolenia. Mam nadzieję, że osoby to czytające są zainteresowane raczej przyciągnięciem zadrzechni niż pozbywaniem się ich, więc podpowiem, że oba gatunki bardzo lubią na przykład rośliny z rodziny bobowatych. Nie są przy tym wyspecjalizowane pokarmowo, odwiedzają również rośliny z innych rodzin, więc ogólnie zapewnienie obfitej i różnorodnej bazy pokarmowej, złożonej z rodzimych gatunków, będzie dla nich dobre. Pokarm musi być dostępny cały sezon, bo zadrzechnie pojawiają się wiosną (zimują dorosłe osobniki płci obojga) i mogą latać aż do końca lata. No i oczywiście musi być gdzieś w pobliżu martwe drewno, żeby samiczki miały gdzie gniazdować.

Na koniec mała ciekawostka – czarnymi, czy też ciemnymi pszczołami, bywają czasem nazywane również pszczoły miodne rodzimego dla naszych rejonów Europy (i niestety bardzo rzadkiego) podgatunku pszczoły miodnej, Apis mellifera mellifera. Jeśli zatem przeczytacie gdzieś o „czarnej pszczole”, „black bee” albo „dark bee” i kontekst nie będzie Wam pasował, to upewnijcie się, czy na pewno chodzi o zadrzechnię 🙂

4 odpowiedzi na “Zadrzechnie – jeden rodzaj, dwa gatunki”

  1. Fascynujące błonkówki. Niestety w Norwegii, gdzie mieszkam, raczej marne szanse na spotkanie tych czarnych piękności. Dzięki za wpis. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  2. […] Prawdziwą gwiazdą arboretum okazała się zadrzechnia. Dotychczas widziałam w Polsce zadrzechnie tylko dwa razy, i to dość przelotnie. To wciąż rzadki rodzaj w naszym kraju, ale w niektórych miejscach już się zadomowiła i pojawia się regularnie – Racibórz należy do takich miejsc. Tę wypatrzyła Gosia. Oznaczyłam zadrzechnię jako fioletową (Xylocopa violacea) na podstawie szczegółów budowy czułków i punktowania głowy. Mamy w Polsce jeszcze drugi gatunek, zadrzechnię czarnorogą (Xylocopa valga), która jest bardzo podobna. Tutaj możecie dowiedzieć się między innymi, czym się różnią. […]

    Polubienie

  3. […] Dr Justyna Kierat — “Zadrzechnie: jeden rodzaj, dwa gatunki” […]

    Polubienie

  4. […] za wymarłą w Polsce, oraz o jej bardzo podobnej „kuzynce”, zadrzechni czarnorogiej, pisałam tutaj. Obie zadrzechnie są u nas objęte ochroną […]

    Polubienie

Dodaj komentarz