Sezon na pszczoły uważam za oficjalnie rozpoczęty. Poszłam do pobliskiego lasku poszukać pszczolinek podbiałówek (Andrena clarkella), jednego z niezbyt licznych naszych gatunków pszczół związanych z siedliskami leśnymi. Spotkałam trzy trzmiele, każdego innego gatunku – leśnego (Bombus pratorum), ziemnego (B. terrestris) i drzewnego (B. hypnorum). Leśny przysiadł na chwilę, ale uciekł, zanim podniosłam aparat. Drzewny podleciał, obejrzał mnie i już go nie było. Zdjęcie zrobiłam tylko ziemnemu, a to dlatego, że niestety był ofiarą przydeptania albo może jakiegoś drapieżnika, i nie był w najlepszej formie. Raczej nie założy rodziny.

Zaraz po trzmielach znalazłam koczownice (Nomada), które wypatrywały partnerek (samce) lub, podobnie jak ja, pszczolinek (samice – bo koczownice to pszczoły kukułki i podrzucają jajeczka właśnie pszczolinkom).

Nie wiem, czy koczownice były usatysfakcjonowane efektem swoich poszukiwań. Ja byłam. Po dłuższym wypatrywaniu trafiłam na samicę pszczolinki podbiałówki, która kręciła się w jednym miejscu, ewidentnie wybierając dogodne miejsce na gniazdo.



Wreszcie znalazła. Weszła między liście i przez jakiś czas jedynym znakiem jej obecności były ruszające się liście. Zajrzałam za nie i zobaczyłam, że zdążyła się wkopać na całą swoją długość.

A tutaj inny gatunek pszczolinki – przyleciała na chwilę, zapozowała i odleciała do swoich spraw.


Dodaj komentarz