Przeglądając nową checklistę pszczół Europy, która wyszła w zeszłym roku, dokonałam niespodziewanego odkrycia – mamy w Polsce o jeden gatunek więcej, niż myślałam. Jak być może wiecie, liczba gatunków występujących w danym kraju może się powiększać nie tylko poprzez odkrycie takiego, który na jego terenie wcześniej nie był stwierdzany (tak jak to było np. w przypadku lepiarki bluszczówki czy trzmiela ciepluszka). Może być też tak, że to, co dawniej uważano za jeden gatunek, zostało w wyniku badań taksonomicznych rozdzielone na dwa lub więcej. Oczywiście proces odwrotny (łączenie kilku gatunków w jeden) również może mieć miejsce, i wtedy checklista się skraca.
„Nowe” pszczoły w polskiej faunie to dwie zieleniczki (Seladonia). Zieleniczki to niewielkie, społeczne przedstawicielki smuklikowatych (Halictidae) o złotometalicznym ciele. W starym kluczu do identyfikacji smuklikowatych, wydanym przez Polskie Towarzystwo Entomologiczne, znajdziecie gatunek Seladonia confusa, mający dwa podgatunki: górski Seladonia confusa alpina i występujący w reszcie kraju Seladonia confusa perkinsi. Według aktualnej checklisty pszczół Europy, podgatunki te mają rangę gatunków, a więc znika Seladonia confusa, a pojawiają się Seladonia alpina i Seladonia perkinsi. Co ciekawe, nie udało mi się znaleźć w źródłach polskiej nazwy dla Seladonia confusa (większość pszczół ma takowe, chociaż w wielu przypadkach są bardzo rzadko używane), dwa „nowe” gatunki oczywiście też jej nie mają. Seladonia alpina mogłaby zostać nazwana zieleniczką górską lub alpejską, chociaż pewnie i tak mało kto będzie posługiwał się polską nazwą w odniesieniu do niej.
Jeśli spotkacie dawną Seladonia confusa poza Tatrami, to możecie śmiało założyć, że to teraz Seladonia perkinsi. Z jej rozpoznaniem niestety nie jest tak prosto, bo jest bliźniaczo podobna do zieleniczki koniczynowca Seladonia tumulorum. Samce dla pewności w oznaczeniu lepiej jest obejrzeć pod lupą, a z samicami to w ogóle ciężka sprawa, bo różnią się (według mnie niewidocznymi, i wiem, że nie jestem sama w tym poglądzie) szczegółami kształtu głowy, a także szerokością przepasek na odwłoku, które to przepaski niestety z wiekiem mogą się ścierać i utrudniać identyfikację. Poniżej jedyne zdjęcie (prawdopodobnej) Seladonia perkinsi, które znalazłam w swojej kolekcji zdjęć z terenu.

Na koniec jeszcze jedna adnotacja taksonomiczna. Zieleniczki mają jakieś szczęście do zmian – cała ta grupa była w przeszłości przenoszona pomiędzy rangą rodzaju i podrodzaju. Dlatego nie zdziwcie się, jeśli znajdziecie gdzieś wzmiankę o takim gatunku jak Halictus confusus (być może nawet tu na blogu, bo sama przez większość mojej dotychczasowej kariery melittologicznej używałam nazwy Halictus). O tych zmianach wspominałam już kiedyś w tym poście.

Dodaj komentarz