Niedawno, porządkując zdjęcia, znalazłam folder pełen pseudomurarki nakamionki i zdałam sobie sprawę, że nie pokazywałam Wam tych zdjęć na blogu. Niniejszym zatem nadrabiam i oto wpis w całości poświęcony tej uroczej pszczole.
Pseudomurarka nakamionka (Hoplitis anthocopoides) jest samotnicą z rodziny miesierkowatych, blisko spokrewnioną i łudząco podobną do pseudomurarki żmijowcowej (Hoplitis adunca). Obie są samotnicami i specjalistkami pokarmowymi – samice zbierają pyłek ze żmijowca (Echium). Różnią się natomiast sposobem gniazdowania, o czym za chwilę, i tym, że pseudomurarka żmijowocowa jest dość pospolita, czego nie można powiedzieć o nakamionce.
Nakamionka gościła już w tym roku na blogu, po tym jak spotkałam ją pierwszy raz w życiu. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że do tych samych żmijowców przylatują oba gatunki pseudomurarek. Do oznaczenia musiałam je złapać – nie dość, że były szybkie i niespecjalnie chciały pozować, to jeszcze cechy diagnostyczne różniące oba gatunki są dość subtelne i zdecydowanie łatwiej ocenić je u pszczoły w ręku – na przykład kolor kolców na tylnych odnóżach.


We wspomnianym wpisie pisałam, że nie udało mi się znaleźć gniazd nakamionki. Pseudomurarki żmijowcowej zresztą też, ale ona gniazda robi zdecydowanie mniej spektakularne, podobne do murarki ogrodowej: adaptuje znalezione szczeliny, a przegrody między komórkami robi z błota. Zdarzało mi się spotkać pseudomurarkę żmijowcową w hotelu dla owadów. Natomiast nakamionka robi gniazda, jak sama nazwa wskazuje… na kamieniach. Jeśli słyszeliście kiedyś o obrostce murówce (Megachile parietina), wymarłej już w Polsce pszczole, i o jej budowanych z zaprawy murarskiej niezwykle wytrzymałych gniazdach, to nakamionka robi coś bardzo podobnego. Może zresztą nie będę tego opisywać, tylko Wam pokażę.

Dosłownie parę dni po tym, jak bezskutecznie szukałam gniazd, zupełnym przypadkiem w innym miejscu Krakowa trafiłam na… osiedle nakamionek. Znajdowało się na brzydkim, betonowym murku obramowującym równie brzydkie i równie betonowe schody. Pionowa powierzchnia murku była zasadniczo gładka, poza licznymi niezbyt dużymi dziurami powstałymi, jak zakładam, w procesie produkcji. I właśnie te szczeliny upodobały sobie nakamionki. Swoje małe gniazda wpasowywały w zagłębienia, zaklejając je pracowicie i tym samym łatając murek. Miejsce dla nich było wymarzone, bo zaraz obok rosło rosło mnóstwo dorodnego żmijowca. Obok przechodziło sporo ludzi, ale nikt wydawał się nie zauważać na przemian pracujących i wygrzewających się szarawych „much”. Może to i dobrze, bo a nuż komuś wpadłoby do głowy pozbyć się pszczół jak nieproszonych gości… Poniżej efekty mojej sesji zdjęciowej, robionej telefonem. Mam nadzieję, że pseudomurarki nakamionki będą w tym samym miejscu latem przyszłego roku (ich czas lotu to lipiec-sierpień) i będę mogła wrócić do nich z aparatem.







I na koniec mały bonusik: we wnętrzu tego gniazda widać pyłek. Pyłek roślin jest zwykle w kolorystyce żółtej lub pomarańczowej, ale zdarzają się też gatunki mające pyłek w mniej typowych kolorach, na przykład szary, czerwony, zielony czy – jak w przypadku żmijowca – niebieskofioletowy jak na zdjęciu.


Dodaj komentarz