Smukliki, smukliczki i zieleniczki czyli o zawiłościach polskiego nazewnictwa

Jakiś czas temu byłam gościem w radiu RDC. Jednym z wątków, który wypłynął w rozmowie, było polskie nazewnictwo gatunków. Prowadzący wydawał się nieco zniesmaczony tym, że znam lepiej łacińskie, czyli naukowe nazwy gatunkowe, niż ich polskie odpowiedniki. No cóż, przyznaję się do winy, tak właśnie jest 🙂 Co więcej, staram się „promować” nazwy łacińskie i używać ich równolegle do polskich w swojej popularnonaukowej działalności, choćby tu na blogu. I dziś chciałabym Wam przedstawić parę ich zalet. Nazw polskich raczej zachwalać nie trzeba – są nam bliższe niż obco brzmiąca łacina, w przypadku pospolitych gatunków mogą być powszechnie znane nie tylko przyrodnikom, a czasami są urocze (łusareczek) albo zabawne (pseudowigorczyk). Po co w takim razie łacina i czy jest potrzebna również nie-biologom?

Nazwy naukowe, czyli łacińskie (a w praktyce – będące pomieszaniem łaciny, greki i różnych innych języków) rządzą się dość ścisłymi regułami. Każdy znany nauce gatunek powinien mieć jedną obowiązującą w danym momencie nazwę. Zaletą tego systemu jest to, że nazwy są międzynarodowe. Biolodzy z różnych krajów mogą się dzięki temu łatwiej dogadać i wiedzą, o jakim gatunku jest mowa. Mnie osobiście ułatwia to życie, kiedy jestem aktywna na zagranicznych grupach w portalach społecznościowych albo korzystam z obcojęzycznych kluczy do oznaczania pszczół.

Smuklik złotawy (albo zieleniczka złotawa), Halictus subauratus (albo Seladonia subaurata)

Nie znaczy to, że w nazewnictwie naukowym wszystko jest piękne i poukładane. Czasem w literaturze funkcjonuje kilka równoległych nazw. Powodem może być to, że dwie osoby, niezależnie od siebie, opisały i nazwały ten sam gatunek, lub też zmiany w systematyce. Jeśli jakiś gatunek zostaje przeniesiony z jednego rodzaju do innego, zmienia się również pierwszy człon jego nazwy. Taka sytuacja spotkała na przykład grupę niewielkich, metalicznie błyszczących pszczółek z rodziny smuklikowatych. W niektórych źródłach – w tym w najnowszej checkliście pszczół Europy – są zaliczane do rodzaju Seladonia. W innych – do rodzaju Halictus, w obrębie którego ‚Seladonia‚ ma rangę podrodzaju. Ten sam gatunek można więc znaleźć w literaturze pod nazwą Halictus subauratus i Seladonia subaurata. Takie zmiany taksonomiczne pszczół odbijają się też na polskim nazewnictwie. Rodzaj Halictus to po polsku smuklik, a Seladonia – zieleniczka. Wspomniana pszczoła może więc być albo smuklikiem złotawym, albo zieleniczką złotawą, w zależności od tego, jak w danym momencie taksonomowie ją klasyfikują. Podobnie rzecz się ma z taksonami Lasioglossum i Evylaeus – ten pierwszy to po polsku pseudosmuklik, a druga grupa nosi czasem nazwę „smukliczki”, chociaż zmianach systematycznych smukliczki są grupą w obrębie pseudosmuklików. Murarka to z kolei określenie na rodzaj Osmia, za to dla blisko spokrewnionego z nim i dość podobnego rodzaju Hoplitis funkcjonują używane naprzemiennie nazwy – murarka i pseudomurarka.

Pseudomurarka (lub murarka) żmijowcowa, Hoplitis adunca

Jak widać, nie ma i raczej nie będzie jednego, zupełnie jednoznacznego systemu nazewnictwa. Taksonomia to żywa nauka i cały czas coś się zmienia. Jednak o ile w przypadku nazw naukowych dąży się do trzymania jakiego takiego porządku, to w nazwach lokalnych panuje trochę wolnoamerykanka. Na przykład dany gatunek może mieć różne nazwy polskie niezależnie od zawiłości systematycznych. Makateczka komonicówka i żywicówka osowata to dwie nazwy na tę samą czarno-żółtą pszczołę samotnicę, Anthidiellum strigatum. Zbierka pospolita i frantka zębouda to synonimy określające Panurgus calcaratus. Pseudomurarka powojówka i murarka makowa to również ta sama pszczoła – Hoplitis papaveris. Andrena fulva może być, w zależności od tego, kogo spytamy, pszczolinką rudą, piaskową lub złocistą. Większość występujących w Polsce gatunków pszczół ma swoje nazwy polskie (czego nie można powiedzieć o ogóle bezkręgowców), ale nawet tu zdarzają się wyjątki – na przykład nie udało mi się znaleźć nazwy polskiej dla innej naszej zieleniczki, Halictus confusus (albo Seladonia confusa).

Pseudomurarka powojówka albo murarka makowa (Hoplitis papaveris)

Czasami nazwy polskie pszczół są bardzo trafne, a czasami wręcz przeciwnie. Często pochodzą od kwiatów (pszczolinka wierzbowo-macierzankowa, porobnica jasnotowa, nożycówka dzwonkowa, pseudosmuklik szparagowiec) albo od cech wyglądu (nożycówka żółtobrzucha, pszczolinka niebieskawa). No i czasami nazwa bardzo dobrze opisuje gatunek – na przykład spójnica dzwonkowa (Melitta haemorrhoidalis) jest specjalistką na dzwonkach, a czasem, cóż… Pszczolinka podbiałówka (Andrena clarkella) jest specjalistką na wierzbach. Nie chcę tutaj powiedzieć, że w łacińskich nazwach to się nie zdarza. Miesierka trójbarwna, zwana też wielką (co to ja mówiłam o kilku nazwach na jeden gatunek?) to Megachile maritima, chociaż wcale nie jest jakoś szczególnie związana z morzem. Ale większość z nas nie zna łaciny na tyle, żeby wyłapywać takie przypadki tak samo efektywnie jak w nazwach polskich 🙂

Pszczolinka podbiałówka, specjalistka na… wierzbach

Kiedy używa się nazw łacińskich przez dłuższy czas, to wchodzą do głowy zaskakująco szybko i okazują się wcale nie być bardzo skomplikowane. Oczywiście próba nauczenia się nazw wszystkich polskich pszczół naraz nie będzie raczej zbyt efektywna i prędzej dopadnie nas zniechęcenie niż osiągniemy sukces. Metoda małych kroków na pewno sprawdzi się lepiej. Ale jeśli pszczoły zaczynają nas „wciągać”, musimy liczyć się z tym, że prędzej czy później znajomość nazw naukowych mocno ułatwi nam dalsze zdobywanie wiedzy i rozmowy z innymi fanami tej wspaniałej grupy zwierząt.

Samotka (Hylaeus)

2 odpowiedzi na „Smukliki, smukliczki i zieleniczki czyli o zawiłościach polskiego nazewnictwa”

  1. Mnie także łacińskie nazwy łatwiej wchodzą do głowy, ale życzyłbym sobie, aby do każdego gatunku była utworzona także nazwa polska, co się rzecz jasna nigdy nie stanie. To jeden ze sposobów na popularyzację świata owadów przy jednoczesnej egalitaryzacji samej szeroko rozumianej entomologii, co wyszłoby jej na dobre. Cieszy mnie bardzo, że o „naszych” nazwach wyrażasz się pozytywnie, co wcale nie jest jakąś normą pośród zawodowców, a raczej wręcz przeciwnie. Bywają uznawane za wręcz szkodliwe.
    Jeśli masz możliwości, czas i chęć uporządkowania, a po części ujednolicenia polskiego nazewnictwa, oferuję wsparcie. Przemyśl to, proszę. Trudno mi sobie wyobrazić osobę bardziej do tego zadania kompetentną.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dzięki za miłe słowa, ale obawiam się, że kto jak kto, ale ja się zdecydowanie do tego nie nadaję 🙂 Jakoś tak już mam, że nie lubię nowych nazw gatunkowych tworzonych ad hoc ani wprowadzania w nich jakichś ustaleń „na mocy autorytetu” – z mewą siwą (zmienioną z pospolitej, bo „przecież nie jest pospolita”) długo nie mogłam się pogodzić, nowe nazwy ssaków bojkotuję, a poprawianie mnie na fb, jak napiszę „sikora bogatka” zamiast „bogatka” powoduje, że włącza mi się chęć natychmiastowego banowania poprawiacza 😉 Dlatego myślę, że lepiej będzie, jeśli pozostawię sprawy swojemu biegowi. Jeśli miałabym mieć jakiś wkład w nazewnictwo polskie, to chyba taki, żeby upowszechnić świadomość istnienia pewnych gatunków na tyle, żeby zaistniała potrzeba ich nazywania po polsku. Bo teraz założę się, że np. jest ledwie garstka ludzi, która pamięta wszystkie polskie nazwy pszczolinek (ja się do niej oczywiście nie zaliczam:)), bo one po prostu za bardzo nie istnieją w świadomości. Ale na to, żeby to zmienić, to obawiam się, że za malutka jestem:)

      Polubienie

Dodaj komentarz