W ostatnim czasie prowadziłam trochę spotkań edukacyjnych (pisałam o nich wcześniej na blogu), potem siedziałam w terenie, robiąc inwentaryzację pszczół na zlecenie nadleśnictwa Polanów, potem siedziałam przy lupie i oznaczałam zebrane tam pszczoły, ale wreszcie udało mi się wyskoczyć w teren bez powodu, po prostu dla siebie. Polowałam bardziej z aparatem niż z siatką i poniżej zobaczycie trochę efektów tych polowań.
Zdjęcia są z szeroko pojętego Krakowa – w granicach miasta, ale bynajmniej nie w centrum. Kraków jest bardzo fajnym miastem do obserwacji zapylaczy (chociaż chciałoby się spytać – które miasto nie jest?). Stanowi mozaikę różnorodnych siedlisk, od antropogeniczno-rabatkowego Wawelu, na którym jakiś czas temu zaobserwowałam jedne z pierwszych w kraju lepiarek bluszczówek, poprzez uroczy Las Wolski, po wilgotne łąki i suche, piaszczyste lub kamieniste murawy. Mój wybór padł tym razem właśnie na te ostatnie siedliska.

Spotkałam kilkoro starych znajomych, z którymi widziałam się w tych samych miejscach już w poprzednich latach. Na chabrach, których parę zaczęło już kwitnąć (sądząc po pąkach, wkrótce będzie więcej) uwijała się miesierka – jak sądzę, chabrówka (Megachile lagopoda). W tym samym miejscu ze dwa lata wcześniej widziałam samce tego gatunku, również na chabrach. Według źródeł gatunek ten nie jest wyspecjalizowany pokarmowo, a więc może korzystać z pyłku różnych roślin, ale ma wyraźną preferencję wobec astrowatych.

Samica miesierki chabrówki ma równe futerko, nie tak rozczochrane jak na przykład często spotykana miesierka ziemna (Megachile willughbiella). Jest bardzo podobna do miesierki trójbarwnej (Megachile maritima), ale w przeciwieństwie do niej ma ciemne, a nie zielonkawe, oczy. Okazuje się, że ta cecha nie zawsze jest oczywista – oczy „mojej” samicy na niektórych zdjęciach są nieco rozjaśnione, ale zrzucam to na karb odblasków światła na ich gładkiej powierzchni.

Samice miesierek w czasie żerowania czasami podnoszą odwłok pionowo w górę. U niektórych gatunków jest to związane ze sposobem zbierania pyłku – trzymając odwłok w tej pozycji, samice zagarniają pyłek w szczoteczkę. W tym wypadku jednak to zachowanie było związane z czym innym – stawiam na komunikat kierowany do innych pszczół, mówiący „zostaw mnie w spokoju”. Samców miesierek chabrówek, którzy byliby najbardziej oczywistymi adresatami komunikatu, tym razem nie spotkałam, ale w pobliżu kręciły się samce innych gatunków, które co jakiś czas sprawdzały, czy siedząca na kwiatku pszczoła na pewno nie jest potencjalną partnerką.

Bardzo ucieszyło mnie spotkanie samca smółki komonicówki (Trachusa byssina). W tym miejscu spotkałam się z tym gatunkiem po raz drugi (pierwsze spotkanie miało miejsce w Lesie Bemowskim w Warszawie). Smółki widuję rzadko i każde spotkanie cieszy. Na pewno później w sezonie będzie ich tu więcej, bo czego jak czego, ale roślin bobowatych mają tu pod dostatkiem.

Były też murarki muszlówki (Osmia aurulenta). To ten nieco mniej fajny z naszych gatunków budujących gniazda w muszlach (sorry, muszlówko!), bo samice nie przykrywają swoich gniazd konstrukcją z patyczków tak, jak robi to murarka dwubarwna (Osmia bicolor). Ale za to są bardzo ładnie ubarwione. Szukałam też trzeciego muszlowego gatunku, murarki kolczastej (Osmia spinulosa), ale niestety bez efektu. Widziałam go w tym miejscu, ale tylko raz. Za dwubarwną nawet się nie rozglądałam, bo po pierwsze, trochę nie jej siedlisko, a po drugie, nigdy jej w Krakowie nie widziałam i podejrzewam, że po prostu jej u nas nie ma…


…ale podejrzenia o nieobecności jakiegoś gatunku w danym miejscu mimo wszystko zawsze pozostają podejrzeniami. W zależności od tego, jak dobrze się szukało, mogą być tylko bardziej lub mniej uzasadnione. Dotychczas myślałam, że w Krakowie nie ma również rzadkiej pszczoły specjalizującej się w żmijowcach – pseudomurarki nakamionki (Hoplitis anthocopoides). Otóż, jest.

Ta pseudomurarka jest bardzo podobna zarówno z wyglądu, jak i trybu życia do o wiele częstszej pseudomurarki żmijowcowej (Hoplitis adunca). Do głównych różnic należy kolor kolca przy tylnych nogach (wskazany strzałką na zdjęciu poniżej) oraz grubość głowy. Jeśli dodać do tego szybkość, z jaką poruszają się oba gatunki, nie powinno dziwić, że jestem zasadniczo pewna identyfikacji tylko tych osobników, które miałam w ręku.

Oprócz tych drobnych różnic w wyglądzie, jest też pewna duża różnica w trybie życia. Pseudomurarka żmijowcowa gniazduje w różnych znalezionych szczelinach (jeśli będziecie mieć domek dla owadów, żmijowiec i szczęście, to może zagniazdować u Was). Nakamionka z kolei buduje wolne gniazda, lepione z „zaprawy murarskiej” i przylepiane do kamieni. Sposobem gniazdowania przypomina więc wymarłą w naszym kraju obrostkę murówkę (Megachile parietina). Gniazd zobaczyć mi się nie udało, ale muszą gdzieś tam być. Może kiedyś szczęście mi dopisze.

Pseudomurarki obu gatunków i płci lubią przysiadać na krótszą lub dłuższą chwilę na ziemi lub kamieniach.



Mamy teraz pełnię sezonu na trzmiele. Możemy spotkać obok siebie wszystkie trzy kasty – samce, robotnice i młode królowe. Te ostatnie są świeżutkie, niezlatane, wielkie i piękne – popatrzcie sami.

Samce też są niczego sobie – na przykład misiowate i puchate samce trzmiela gajowego (Bombus lucorum). Młoda królowa z poprzedniego zdjęcia też zresztą może należeć do tego gatunku, ale niestety oznaczanie samic jest w tym przypadku trudniejsze niż samców, więc pozostawię tę kwestię otwartą.

Życie trzmieli bywa niebezpieczne… Tutaj trzmiel rudy złapany przez czyhającego na żmijowcu pająka.

A skoro o pająkach mowa, były też skakuny. One dla pszczół są raczej niegroźne, a z pewnością nie są w stanie zaatakować takiej wielkości trzmiela. Za to mogą być sprzymierzeńcami różnych gatunków samotnic, bo muchówki atakujące pszczele gniazda są już dla takiego skakuna w sam raz do zjedzenia.

To nie wszystkie obserwacje, ale na dziś może wystarczy. Ciąg dalszy (zakładam, że) nastąpi.
Jeśli podobał Ci się wpis i chcesz więcej, możesz napisać to w komentarzu, udostępnić go dalej, postawić mi wirtualną kawę albo podrzucić najbliższej bibliotece czy domowi kultury pomysł zaproszenia mnie na zajęcia o pszczołach 😉 A ja dziękuję za przeczytanie wpisu do samego końca!

Dodaj komentarz