„The forgotten pollinators” Buchmann i Nabhan

Jedna książka Stephena Buchmanna już jakiś czas temu zagościła na moim blogu. Teraz czas na inną, napisaną wspólnie z Garym Nabhanem. I, moim zdaniem, zdecydowanie bardziej wartą przeczytania!

Sięgnęłam po „The forgotten pollinators”, żeby trochę poszerzyć sobie czytelnicze horyzonty i dla odmiany nie skupiać się wyłącznie na pszczołach. Pszczół w tej książce bynajmniej nie brakuje, natomiast – zgodnie z tym, co obiecuje nam tytuł – są w niej mocno obecne również inne zapylacze, w tym tak egzotyczne z naszej perspektywy jak kolibry czy nektarożerne nietoperze. Autorzy są ze Stanów Zjednoczonych, więc sporo jest o amerykańskiej przyrodzie. Mamy na przykład okazję przenieść się na Sonorę, pustynię dobrze znaną badaczom pszczół, gdyż to jeden z hotspotów (czyli miejsc o niezwykle wysokiej różnorodności gatunkowej) tej grupy zwierząt. Zapoznajemy się również z problemami motyli monarchów, słynnych na cały świat dzięki swoim dalekim migracjom.

Książka została wydana w 1996 roku, czyli niemal dokładnie 30 lat temu. Jej czytanie stanowi więc doskonałą okazję do cofnięcia się w czasie i zobaczenia, jak zapatrywano się na zapylacze dawniej, jak wyglądały ich problemy i jak stan wiedzy różnił się od obecnego. Dla mnie sporym zaskoczeniem było to… jak niewiele się zmieniło. Autorzy opisują takie zagrożenia dla zapylaczy jak niszczenie siedlisk, fragmentacja szlaków migracyjnych, stosowanie dużych ilości pestycydów, a nawet sygnalizują problemy związane z wprowadzaniem do środowiska hodowlanej pszczoły miodnej (która w ich ojczyźnie jest gatunkiem obcym). Po 30 latach dalej uznajemy te problemy za ważne i wydaje się, że wcale nie posunęliśmy się do przodu w ich rozwiązywaniu, wręcz przeciwnie, jest coraz gorzej. Na szczęście znajdziemy też w książce przykłady pozytywnych historii, gdzie ochrona jakiegoś gatunku czy miejsca się powiodła – dzięki temu ogólne wrażenie nie jest tak przygnębiające, jak obawiałam się na początku czytania.

Książka składa się z podrozdziałów będących – mniej więcej na przemian – wspomnieniami obu autorów. Nie przekonała mnie ta forma, a dokładniej – tytułowanie tych podrozdziałów „Steve remembers” i „Gary remembers”, ale jest to naprawdę drobny zarzut. Za to tytuły rozdziałów bardzo przypadły mi do gustu (możecie je przeczytać na zdjęciu spisu treści poniżej). Ach, no i są jeszcze bardzo ładne ilustracje – czarno-białe, więc nie straciły uroku przy czytaniu na czytniku.

Polecam „The forgotten pollinators”, zarówno jeśli chcecie dowiedzieć się, jak temat zapylaczy był widziany 30 lat temu, jak i jeśli chcecie po prostu przeczytać coś w miarę lekkiego (pod względem formy, nie treści) o tej tematyce.

Tutaj znajdziecie informacje o książce na stronie wydawcy.

PS Założyłam niedawno konto na https://buycoffee.to/ , polecam je i siebie Waszej uwadze 🙂

Dodaj komentarz