Warszawskie spacery z okazji Dnia Pszczół

W ubiegłym tygodniu miałam w Warszawie i okolicach małą serię spacerów przyrodniczych. O ile zajęć edukacyjnych o pszczołach prowadzę dość dużo, to spacery stanowią niewielką ich część ze względu na pewne duże wyzwanie organizacyjne. Otóż do obserwowania pszczół (jak również innych zapylaczy) w satysfakcjonującej liczebności konieczna jest dobra pogoda. Nie powinno być zimno, pochmurno, mocno wietrznie ani deszczowo. Fale upałów również nie są optymalną pogodą, bo chociaż pszczoły lubią ciepło, to nawet one mają swoje granice wytrzymałości. Z pogodą, jak wiemy, bywa różnie, dlatego wyjazdy w teren na badania staram się planować z jak najmniejszym wyprzedzeniem, śledząc krótkoterminowe prognozy. Zajęcia edukacyjne trzeba z kolei planować z większym wyprzedzeniem, więc jest ryzyko, że będzie się miało pecha z pogodą.

Pierwszy z serii spacerów, przeprowadzony w Chojnowskim Parku Krajobrazowym, pokazał, że chyba niepotrzebnie tak niechętnie podchodzę do planowania tej formy spotkań. Warunki były wyjątkowo pechowe – nie mieliśmy możliwości zorganizowania planu B, czyli przeniesienia się pod dach i zorganizowania wykładu na wypadek złej pogody, a pogoda, jak na złość, postanowiła nie dopisać. Dzień składał się z naprzemiennych krótkich serii deszczu i chwil ze słońcem wyglądającym zza chmur. Ogólnie było szaro, mokro i niezbyt zachęcająco do spacerów. Mimo to przybyło około dziesięciorga odważnych uczestników. Ku mojemu zaskoczeniu, byliśmy w terenie 4 godziny! Owadów nie było co prawda dużo, ale za to były zziębnięte, powolne i pozwalały się oglądać z bliska i długo, co nie byłoby możliwe w innych warunkach. Poniżej zdjęcie jednej z uczestniczek spaceru – jak możecie zobaczyć, moment, w którym wyszło słońce, został perfekcyjnie wykorzystany. A więcej zdjęć i relację oczami organizatorów – możecie znaleźć na stronie Mazowieckiego Zespołu Parków Krajobrazowych.

20 maja, czyli w sam Dzień Pszczół, warunki pogodowe były z kolei idealne. Godzina 11:00 we wtorek nie sprzyja frekwencji osób pracujących, ale i tak w Parku Fosa pojawiło się całkiem spore grono osób chętnych poszukać pszczół. Spacer prowadziliśmy wspólnie z Kają Nowakowską (botaniczką) i Tomkiem Niewczasem (ogrodnikiem parku Fosa, a więc gospodarzem tego miejsca). Słońce i ciepło w połączeniu z atrakcyjną dla pszczół roślinnością parku dały efekt w postaci licznego i różnorodnego grona pszczół. Spotkaliśmy między innymi pseudomurarkę żmijowcową (Hoplitis adunca), murarkę ogrodową (Osmia bicornis), kilka gatunków pszczolinek (Andrena), smukliczki (Lasioglossum) i trzmiele (Bombus).

Wstęp teoretyczny przed ruszeniem w teren – ale siatka już w pogotowiu. Fot. Renata Mogilewska-Selent
To nie mrówka, to smukliczek. Fot. Renata Mogilewska-Selent
Fot. Karolina Ujma/Ahoj przyrodo!
Fot. Renata Mogilewska-Selent
Część pszczół została złapana i trafiła do woreczka, a po obejrzeniu przez uczestników spaceru – z powrotem na wolność. Fot. Karolina Ujma/Ahoj przyrodo!

Trzeci spacer również stanowił wyzwanie organizacyjne, tym razem ze względu na późną porę. Spacery z cyklu „Różnorodna Dolinka [Służewiecka]” startują o 18:00 – o tej godzinie pszczoły kończą już swoją aktywność. Ale nie szkodzi. Spacer był już wcześniej zaplanowany jako poświęcony owadom zapylającym, a nie tylko pszczołom, więc oglądaliśmy nie tylko ostatnie tego dnia pszczoły, ale również bzygi i ich larwy oraz gąsienice motyli. W pobliskim domku dla owadów trafiła się nawet śpiąca, zwrócona tyłem do świata pseudomurarka (Hoplitis).

Na spacer w Dolince przyszło całkiem sporo osób. Fot. Sławomir Kasjaniuk
W tym piecu oglądaliśmy dziurki prowadzące do gniazd os samotnic. Z jednego z nich wyglądała złotolitka. Fot. Sławomir Kasjaniuk.

Z Warszawy pojechałam z kolei prosto do Górzna, gdzie również sporo się działo – ale o tym może napiszę za jakiś czas.

Dodaj komentarz