W minioną niedzielę wybraliśmy się rodzinnie do Parku Krajobrazowego Góra św. Anny. Trafiliśmy w piękne miejsce – łąka na wzgórzu, wokół trochę zakrzaczeń i trochę lasu, gdzieniegdzie wystające wapienne skałki. A na łące niebiesko od lnu i fioletowo od szałwii. Zdjęcia tego nie oddadzą, więc tylko na dowód dwa zbliżenia na rzeczone rośliny.


Pogoda była w kratkę. Słońce na przemian pojawiało się i kryło za chmurami, co powodowało drastyczną zmianę w warunkach obserwacji. W słońcu było bardzo ciepło i warunki na pszczoły były idealne. Kiedy się chowało – robiło się naprawdę chłodno, a pszczoły przechodziły w tryb „stand-by”. Miało to jednakże swoje zalety – z powodu tak szybkiej zmienności pogody samiczki nie chowały się do swoich norek, ale przysiadały tam, gdzie akurat się znajdowały – na kwiatku czy liściu – i czasem udawało się je wypatrzyć. A takie zmarznięte pszczoły są powolne, niechętne do ucieczki, więc można je spokojnie obfotografować, a przy odrobinie szczęścia nawet zachęcić do wejścia na palec.


Praktycznie zaraz po wyjściu na łąkę moją uwagę zwróciła głośna, duża, czarna pszczoła zawisająca u kwiatów szałwii. Okazało się, że zaszczyciła mnie TA czarna pszczoła – zadrzechnia fioletowa. Nie mam ładnych zdjęć z tamtej obserwacji, ale jeśli chcecie pooglądać ten gatunek i o nim poczytać, to niedawno wysmarowałam cały długi post na ten temat 🙂
Trafiła mi się też miesierka (Megachile), co było zaskoczeniem, ale takim malutkim. Miesierki są letnimi pszczołami, maj to trochę wcześnie na ich obserwacje. W ostatnich latach pszczoły często pojawiają się wcześniej niż wynikałoby to z danych literaturowych dla ich gatunku, co „zawdzięczamy” globalnemu ociepleniu. W tym roku widziałam już zdjęcia miesierek, i to nawet samic (a one pojawiają się po samcach), więc mój samiec nie był bynajmniej pierwszy. Jaki to gatunek? Nie wiem – z rozróżnianiem miesierek miewam problem nawet w przypadku samic, a samce są trudniejsze do oznaczenia, szczególnie ze zdjęć. Jest parę bardziej charakterystycznych gatunków, no ale ten akurat do nich nie należał.

Pokazywałam samicę nożycówki jaskrzanki, to do kompletu poniżej samiec. Zwróćcie uwagę na cienkie i ząbkowane czułki.

A na koniec spaceru trafił się taki oto przystojniak. Jeśli nie pomyliłam się w interpretacji punktowania na tułowiu (które dość trudno ocenić u żywej pszczoły trzymanej w ręce), to jest to kornutka koniczynowa (Eucera longicornis). Mamy jeszcze w Polsce drugi, bardzo podobny i równie prawdopodobny gatunek, kornutkę bez polskiej nazwy, Eucera nigrescens.


Dodaj komentarz