Tuż przed końcem „sezonu na pszczoły” udało mi się wybrać w Tatry, żeby poszukać żyjących tam górskich trzmieli. W naszych górach żyje kilka gatunków, których nie spotkamy gdzie indziej w Polsce, albo które na pozostałym obszarze kraju są o wiele rzadsze. Do takich gatunków należy trzmiel sześciozębny. Polską nazwę zawdzięcza kształtowi żuwaczek, które są przystosowane do robienia dziurek w kwiatach. Jeśli kwiat jest długi i rurkowaty, to zamiast wciskać się głównym wejściem, trzmiel może zrobić dziurkę u nasady, wsunąć języczek i napić się nektaru – jednocześnie nie zapylając kwiatu. Mimo że trzmiel sześciozębny jest bardzo znany z takiego zachowania, nie jest w nim osamotniony – również pewne trzmiele występujące „na nizinach” rabują nektar.

Trzmiel sześciozębny obecnie po łacinie nazywa się Bombus mastrucatus, ale w praktycznie wszystkich książkach znajdziecie go pod nazwą Bombus wurflenii. Nazwa została zmieniona w zeszłym roku, kiedy okazało się, że azjatyckie Bombus wurflenii to jednak inny gatunek niż nasze europejskie. Wcześniej obie nazwy (wurflenii i mastrucatus) były synonimami.
W Tatrach większość roślin zdążyła już przekwitnąć, ale załapałam się jeszcze na końcówkę kwitnienia wierzbówki, trochę tojadów i goryczki. To wystarczyło, żeby napatrzyć się do woli na trzmiele, w tym sześciozębnego.






Dodaj komentarz