Trzmiel sześciozębny – tatrzański złodziej nektaru

Tuż przed końcem „sezonu na pszczoły” udało mi się wybrać w Tatry, żeby poszukać żyjących tam górskich trzmieli. W naszych górach żyje kilka gatunków, których nie spotkamy gdzie indziej w Polsce, albo które na pozostałym obszarze kraju są o wiele rzadsze. Do takich gatunków należy trzmiel sześciozębny. Polską nazwę zawdzięcza kształtowi żuwaczek, które są przystosowane do robienia dziurek w kwiatach. Jeśli kwiat jest długi i rurkowaty, to zamiast wciskać się głównym wejściem, trzmiel może zrobić dziurkę u nasady, wsunąć języczek i napić się nektaru – jednocześnie nie zapylając kwiatu. Mimo że trzmiel sześciozębny jest bardzo znany z takiego zachowania, nie jest w nim osamotniony – również pewne trzmiele występujące „na nizinach” rabują nektar.

Tatrzański tojad z wygryzionymi dziurkami.

Trzmiel sześciozębny obecnie po łacinie nazywa się Bombus mastrucatus, ale w praktycznie wszystkich książkach znajdziecie go pod nazwą Bombus wurflenii. Nazwa została zmieniona w zeszłym roku, kiedy okazało się, że azjatyckie Bombus wurflenii to jednak inny gatunek niż nasze europejskie. Wcześniej obie nazwy (wurflenii i mastrucatus) były synonimami.

W Tatrach większość roślin zdążyła już przekwitnąć, ale załapałam się jeszcze na końcówkę kwitnienia wierzbówki, trochę tojadów i goryczki. To wystarczyło, żeby napatrzyć się do woli na trzmiele, w tym sześciozębnego.

Goryczki zdawały się cieszyć równie dużym zainteresowaniem trzmieli sześciozębnych jak tojady.
Widać, do czego samicy służą żuwaczki 🙂
Samce również korzystają z dziurek. Czy są w stanie same je zrobić? Nie jestem pewna, podejrzewam, że korzystają z dzieła samic.
Języczek samca w całej okazałości
Z dziurek zrobionych przez trzmiele sześciozębne korzystają też inni. Na zdjęciu bzyg

Dodaj komentarz