Woliński Park Narodowy, lepiarki i trzmiele

Odkąd zajmuję się dzikimi pszczołami i szukam ich w różnych zakątkach Polski, zgromadziłam całkiem niezłą kolekcję miejsc, do których bym nie dotarła, gdyby nie moje badania. W ostatnich dniach dołączyły do nich wyspy w delcie Świny w Wolińskim Parku Narodowym. Wszystko zaczęło się rok temu, kiedy dowiedziałam się od prof. Kuhlmanna, specjalisty od lepiarek, że Colletes halophilus, którą będę dalej nazywać lepiarką solną (zaraz domyślicie się dlaczego) być może pojawi się w Polsce i warto jej wypatrywać. Lepiarka ta jest bliską krewną lepiarki wrzosowej Colletes succinctus i lepiarki bluszczówki Colletes hederae (o tej ostatniej pisałam już na blogu). Jej zasięg ograniczony jest do nadmorskich obszarów wokół Bałtyku, a do życia potrzebuje astra solnego, z którego zbiera pyłek, oraz piaszczystej ziemi, w której gniazduje. Na polskim wybrzeżu o astra solnego najłatwiej w Wolińskim Parku Narodowym i jego okolicy. Dlatego skontaktowałam się z osobami z Parku, a one pomogły mi zorganizować miniwyprawę poszukiwawczą.

Kwitnące na różowo-fioletowo astry solne na Wydrzej Kępie

Spora populacja astrów znajduje się na wspomnianych przeze mnie wcześniej wyspach. Nie można się na nie dostać bez przygotowań – po pierwsze, znajdują się na terenie parku narodowego, a więc trzeba mieć odpowiednie zezwolenia na wstęp, a po drugie – trzeba podpłynąć. Zdobywanie zezwoleń było walką z czasem – z przyczyn, w które nie będę tu wnikać, szczegóły wyprawy dogrywałam dość późno, a sami pewnie wiecie, że sprawy urzędowe potrafią się ciągnąć długo – ale miałam naprawdę duże szczęście do osób, do których trafiły moje podania. Zarówno w parku, jak i w ministerstwie, osoby zajmujące się moim przypadkiem robiły wszystko, żebym dostała zgodę na czas, no i się udało!

Jeszcze trochę Wydrzej Kępy. Zdjęcia nie oddają w pełni klimatu wyspy, niestety. Jest pięknie!

Dzień, na który zaplanowane były badania, był nieco pochmurny i wietrzny, a więc nie idealny na obserwacje pszczół. Kiedy dotarliśmy na wyspę, na kwiatach nie działo się zbyt dużo. Później wyszło słońce i zrobił się większy ruch, jednak koniec końców większość zaobserwowanych zapylaczy stanowiły pszczoły miodne i różnego rodzaju muchówki. Zaczęła się dość monotonna praca polegająca na chodzeniu spacerkiem między kwiatami i wpatrywaniu się w nie w poszukiwaniu lepiarki. Niestety, bez sukcesu.

Gdyby na tym obserwacje się zakończyły, wciąż byłabym zadowolona – sama podróż parkową łodzią i widoki na wyspach były wystarczające, żeby cieszyć się z przybycia tu, a biorąc pod uwagę, że lepiarka solna jeszcze nigdy nie była widziana w Polsce, jej nieodnalezienie było zupełnie prawdopodobnym scenariuszem (nie powiedziałam bynajmniej ostatniego słowa – jeśli nic nie pokrzyżuje mi planów, to za rok widzę się znów z wolińskimi astrami!). Ale zamiast lepiarki, jakby na pocieszenie, trafił się inny ciekawy okaz – trzmiel różnobarwny Bombus soroeensis. Ten gatunek jest w Polsce rzadki, łatwiej znaleźć go w górach, ale występuje w różnych rejonach kraju. Polska nazwa jest bardzo adekwatna, bo – podobnie jak trzmiel zmienny – występuje w różnych formach barwnych, co mocno utrudnia jego oznaczenie. Na szczęście trafił mi się samiec należący do bardzo charakterystycznej formy – podobny do samca trzmiela kamiennika, ale zamiast żółtego kołnierzyka na tułowiu, miał tylko żółte plamki pod skrzydłami. Goulson w swojej książce „Bee quest” trafnie nazwał obserwowane przez siebie trzmiele o takiej kolorystyce „yellow armpit bee”, czyli „pszczoła żółtopacha”.

Skoro już byłam nad morzem, i to tak daleko na zachód, postanowiłam w wolnym czasie poszukać lepiarki bluszczówki – jest bardzo możliwe, że doleciała już w te okolice. A gdzie najlepiej szukać bluszczu i lepiarki? Oczywiście, że na cmentarzu! Ten w Międzyzdrojach okazał się jednak słabo wyposażony w bluszcz, który zresztą dopiero przygotowywał się do kwitnienia. Ale niespodziewanie znalazłam co innego…

Widzicie tę fioletową plamę w oddali? To morze wrzosu!

W jednym z rogów cmentarza było mnóstwo wrzosu w pełni kwitnienia, nad którym latały lepiarki, kilka gatunków trzmieli i inne owady. Oprócz lepiarek udało mi się wypatrzyć również mamrzyce (Epeolus), które są pszczołami pasożytniczymi. Okoliczności (czas występowania, odwiedzane rośliny, ogólny wygląd) mocno wskazywały na to, że mamy do czynienia z lepiarką wrzosową i jej kukułką mamrzycą czerwonawą Epeolus cruciger, ale dla pewności złapałam kilka osobników z tych gatunków, żeby potwierdzić ich tożsamość pod lupą, w szczególności wykluczyć częściej występującą w Polsce mamrzycę północną Epeolus variegatus. Oznaczenia się potwierdziły – na cmentarzu w Międzyzdrojach mamy stanowisko lepiarki wrzosowej i mamrzycy czerwonawej. Te informacje będą jak znalazł, jak już zacznie się zbieranie danych do nowej czerwonej listy bezkręgowców Polski, której stworzenie planuje Polskie Towarzystwo Entomologiczne.

A poza tym wszystkim wzięłam udział w organizowanym przez Park dniu pszczół, na którym miałam okazję poprowadzić krótki wykład połączony ze spacerem w okolicy Jeziora Turkusowego.

Dwa różne oblicza Jeziora Turkusowego, oba piękne.

7 odpowiedzi na „Woliński Park Narodowy, lepiarki i trzmiele”

  1. Gratuluję pobytu w tak przepięknych okolicznościach przyrody. No i spotkania nietuzinkowych gatunków. Poszukiwałem Epeolus cruciger u siebie w Łodzi na poligonie (była tam niegdyś, dawno temu notowana). Łowiłem mamrzyce do siatki i oglądałem od spodu. Wszystko to były E.variegatus, więc wreszcie zrezygnowałem. Tym bardziej zazdroszczę.

    Polubienie

    1. A na jakie cechy patrzyłeś, kolor nóg? Ja do tej cechy jakoś nie mam zaufania, zresztą u samców się nie sprawdza. A Colletes succinctus i/lub marginatus jest na poligonie? Ja byłam raz, ale nie w odpowiednim czasie na succinctus, więc nie wiem 🙂

      Polubienie

    1. To chyba nie wiem, jakie cechy masz na myśli 🙂 Wiem o różnicach w kształcie ostatniego sternitu, ale to też tylko u samic.

      Polubienie

      1. No właśnie to sprawdzałem

        Polubienie

      2. A Ty jak je odróżniasz?

        Polubienie

  2. Oprócz tego, co wymieniłeś, to kształt labrum, kolor pygidium i kopulator samców

    Polubienie

Dodaj komentarz