Ten wpis, podobnie jak poprzedni, dotyczy moich pszczelich podróży. Dużo ostatnio wyjeżdżam i bardzo mnie to cieszy. Moja ostatnia podróż łączyła w sobie edukację i obserwacje. Zostałam zaproszona na konferencję z okazji 20-lecia Arboretum Bramy Morawskiej, gdzie miałam opowiedzieć o dzikich pszczołach. Brama Morawska jest bardzo ciekawym miejscem – gatunki mogą tędy migrować, omijając trudne do przebycia łańcuchy górskie, rozciągające się po obu jej stronach. Poza tym jest ciepło – jak dowiedziałam się od Eli Skrzymowskiej, szefującej arboretum, mają się tu świetnie różne rośliny, które w innych częściach kraju zimą przemarzają w gruncie. Pszczoły – w każdym razie duża część gatunków – lubią ciepło. Nie mogłam więc nie skorzystać z okazji i przyjechałam parę dni przed konferencją, żeby rozejrzeć się w entomofaunie tego miejsca. I mogę Wam powiedzieć, że to była świetna decyzja!


W czasie wypraw towarzyszą mi czasami inne osoby, tym razem była to moja mama. Pierwszego dnia po przyjeździe odwiedziłyśmy arboretum, gdzie zostałyśmy oprowadzone przez Elę, Gosię i Piotra. Arboretum to zasadniczo taki ogród botaniczny, tylko skupiony głównie na drzewach i krzewach, więc kwiatów kwitło tam mnóstwo i było co obserwować. Przede wszystkim, jeszcze nigdy nie widziałam tylu kornutek naraz! Kornutki (rodzaj Eucera) to te śmieszne pszczółki z długaśnymi czułkami (znaczy, tylko samce takie mają, samice wyglądają trochę jak małe grubiutkie trzmiele). Pierwsza kornutka wzbudziła entuzjazm, kolejna też, następna nieco mniejszy… a koniec końców przestałam na nie zwracać uwagę, bo było ich naprawdę mnóstwo. Do woli napatrzyłam się też na porobnice. Latały samice włochatki (Anthophora plumipes) oraz samce czerwcowej (Anthophora aestivalis). U porobnic, jak to zwykle bywa z samotnicami, pierwsze pojawiają się samce, a dopiero po nich samice. Ponieważ włochatka lata wcześniej niż czerwcowa, to u niej samce już najwyraźniej zakończyły żywot, z kolei u czerwcowej samice były dopiero oczekiwane.


Prawdziwą gwiazdą arboretum okazała się zadrzechnia. Dotychczas widziałam w Polsce zadrzechnie tylko dwa razy, i to dość przelotnie. To wciąż rzadki rodzaj w naszym kraju, ale w niektórych miejscach już się zadomowiła i pojawia się regularnie – Racibórz należy do takich miejsc. Tę wypatrzyła Gosia. Oznaczyłam zadrzechnię jako fioletową (Xylocopa violacea) na podstawie szczegółów budowy czułków i punktowania głowy. Mamy w Polsce jeszcze drugi gatunek, zadrzechnię czarnorogą (Xylocopa valga), która jest bardzo podobna. Tutaj możecie dowiedzieć się między innymi, czym się różnią.

Ogółem, w ciągu kilku godzin zwiedzania Arboretum Bramy Morawskiej, znalazłam co najmniej 20 gatunków pszczół. Dlaczego co najmniej? Niektóre gatunki bardzo trudno rozpoznać w terenie, lub wręcz jest to niemożliwe. W takim wypadku, jeśli chce się wiedzieć, z kim mamy do czynienia, trzeba pszczołę złapać i zabrać ze sobą, co też uczyniłam. Kiedy je oznaczę w laboratorium, dowiem się, czy np. kilka podobnych osobników należy do jednego, czy też do różnych gatunków.
Kolejny dzień spędziłam częściowo w Arboretum z Elą, Gosią i Piotrem, gdzie mieliśmy okazję spotkać pszczolinkę zielonkawą (Andrena viridescens) i rożycę pospolitą (Ceratina cyanea), a częściowo na wałach nad rzeką i w żwirowni. Początkowo myślałam, że wały zostały obsiane łąką kwietną, ale od Piotra dowiedziałam się, że wcale nie – to naturalnie rosnąca roślinność, a te zbiorowiska utrzymują się tam od bardzo wielu lat. Jest tam pięknie – rosną dzwonki, świerzbnice, jaskry, koniczyny i wiele, wiele innych gatunków atrakcyjnych dla zapylaczy. Spotkałam pszczolinkę dzwonkową (Andrena curvungula) lub któryś z jej siostrzanych gatunków specjalizujących się w zbieraniu pokarmu z dzwonków. Był też smuklik szerokopasy (Halictus scabiosae) – to bardzo ciekawe, bo jak dotąd był notowany na zachodzie Polski, oraz w Krakowie. Do Krakowa najprawdopodobniej przybył właśnie przez Bramę Morawską, a więc w Raciborzu musiał być już wcześniej.


A jak było na konferencji? Bardzo eleganckie wydarzenie 🙂 Dzień przed, wieczorem, poprawiałam jeszcze na szybko prezentację, żeby uwzględnić w niej ciekawe gatunki, które spotkałam w Raciborzu. Na konferencji występował też dr Jan Duda, który opowiadał o Arboretum (i który powiedział mi, że to on wymyślił jego nazwę!), oraz Marcin Kostrzyński, którego zawsze dobrze się słucha. A później załapałyśmy się jeszcze z mamą na zwiedzanie Zamku Piastowskiego i na koncert muzyki filmowej… ale to już inna historia 🙂



Dodaj komentarz