Rozpoczęłam trzeci sezon badań pszczół w Kampinoskim Parku Narodowym. Razem z Olą, którą czytelnicy facebookowej odsłony mojego bloga mogą kojarzyć jako autorkę paru postów, mamy zezwolenia na odłowy w parku narodowym oraz poruszanie się w tym celu poza szlakami. Chodziłam więc dzisiaj po szlaku i poza szlakiem, i szukałam pszczół.

Jedną z charakterystycznych cech KPN są śródlądowe wydmy. W związku z tym piachu jest tutaj dużo, a w miejscach, gdzie jest odsłonięty, gromadzą się gniazdujące w ziemi błonkówki i inne piaskolubne żyjątka, takie jak mrówki i mrówkolwy. Jak widać na powyższym zdjęciu, na piasku odbywają się rozmaite wędrówki.
Licznymi mieszkańcami kampinoskich piachów są lepiarki wiosenne (Colletes cunicularius). Tę samiczkę przyłapałam na rozpoczynaniu budowy norki. Najpierw wykopała jamkę głębokości może centymetra, a kiedy wróciłam za jakiś czas, w środku widać było wąski kanał prowadzący wgłąb.

Powyżej widzicie jedną z niespodzianek, jakie dzisiaj na mnie czekały. Udało się przejść w miarę suchą nogą, chociaż mostek nie był zbyt stabilny. Co ciekawe, korzystały z niego również mrówki 🙂

Spotkałam też Ryjcia…

…i kosmatka.



Na jednej ze ścieżek leżały wypluwki sowy. Wypluwki, jak sama nazwa wskazuje, wychodzą z sowy przeciwną stroną niż jej odchody, chociaż wygląd mógłby sugerować co innego 😉 Kiedy są świeże, mają postać „bobków”, w których skompresowana jest sierść, pióra, kości i co tam jeszcze nie nadawało się do strawienia. Wypluwki, na które trafiłam, były już z lekka rozmyte przez deszcz. Naukowcy badający dietę sów rozmaczają wypluwki w laboratorium i, głównie na podstawie kości, określają, co ptak jadł.
Tradycyjnie nie udało mi się spotkać łosia. Przed nami kolejny sezon badań, więc nie tracę nadziei na spotkania 🙂

Dodaj komentarz