Co pod choinkę dla melittologa?

Przed świętami w internecie pojawiają się liczne artykuły z pomysłami na prezenty – od uniwersalnych, poprzez mniej lub bardziej nakierowane na konkretną grupę osób. Znajdziemy pomysły dla dzieci, żony, męża, teściowej, mola książkowego, wędkarza, miłośnika gotowania, majsterkowicza czy astronoma. Zastanówmy się zatem, co można dać pod choinkę miłośnikowi pszczół?

Siatka na owady

Melitolodzy należą do entomologów, gdyż pszczoły należą do owadów. Czy widzieliście kiedyś entomologa bez siatki? (Może pytanie powinno brzmieć – czy widzieliście kiedyś entomologa?) No właśnie. Siatka jest niezbędna, jeśli chcemy nie tylko oglądać pszczoły w naturalnym środowisku, ale również przyjrzeć się im bliżej i dłużej. Ale siatka siatce nierówna. Musi mieć odpowiednią rączkę, nie za długą i nie za krótką. Materiał siatki może być biały, ale niektórzy wolą ciemny. Dostępne są też różne rozmiary, których dobór zależy od wielu czynników, a na szczycie listy są indywidualne preferencje.

Kiedy byłam dzieckiem i zaczynałam interesować się owadami, dostałam w prezencie siatkę na motyle, która w rzeczywistości była podbierakiem przeznaczonym do ryb akwariowych. Mogła służyć do łapania żab, tylko że żaby są pod ochroną i nie wolno.

Nie, jednak nie kupujcie siatki w prezencie.

Pęseta

Podobnie jak w przypadku siatki, jest to przedmiot, bez którego wielu entomologów nie wyobraża sobie życia. Jest też niczym prawda – każdy ma swoją (ulubioną). Kupowanie pęsety przypomina spacer po polu minowym, gdyż wśród oferowanych w sprzedaży są takie za kilka złotych, o precyzji porównywalnej z palcami (i to takimi raczej z tych grubszych), ale też takie za stówkę albo więcej, które niekoniecznie będą preferowane przez obdarowanego. Mnie na przykład najlepiej sprawdzają się pęsety, które kosztowały jakieś dwie dychy. Ale nie wszystkie, mam upatrzone takie jedne, konkretne, ja wiem które.

OK, to pęsety też nie kupujcie.

Książka o pszczołach

Któż nie kocha książek o przedmiocie swoich zainteresowań? W księgarniach internetowych, a nawet (chociaż w mniejszym stopniu) stacjonarnych, jest mnóstwo książek o pszczołach. Wybieracie tę najgrubszą, z najładniejszą okładką, entuzjastycznymi recenzjami… stop! Czy właśnie sięgnęliście po książkę o tajnikach pszczelarstwa? Tak, 90% książek o pszczołach to książki o pszczole miodnej, miodzie i zakładaniu pasieki. Zdradzę Wam sekret – taka książka ucieszy pszczelarza, ale melittologa już niekoniecznie, o ile rzeczony melittolog nie jest jednocześnie pszczelarzem. Jeśli chcecie go uszczęśliwić, musicie bardziej się postarać.

Po długich poszukiwaniach znaleźliście książkę, z opisu której wynika, że jest o dzikich pszczołach. Oddychacie z ulgą i niesiecie ją do kasy (albo raczej, klikacie na „kup teraz”, bo książek o dzikich pszczołach w księgarniach stacjonarnych raczej za dużo nie znajdziecie)… Czy teraz już nic nie może pójść nie tak? Cóż, różnie bywa. Zawsze możecie mieć pecha i trafić na książkę, w której jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, zamiast pszczoły na okładce pojawiła się mucha, tak jak w książce „Bees of the world” O’Toole’a i Rawa.

Przemyślcie dobrze ten pomysł z kupnem książki.

Wspólna wycieczka w teren

Mówi się, że najlepsze prezenty to takie, gdzie daruje się przeżycia, nie przedmioty. Czy jakoś tak. Może więc pod choinką Wasz melittolog powinien znaleźć dwa bilety do jakiegoś przyjemnego zakątka Polski lub świata i obietnicę wspólnych poszukiwań pszczół w nadchodzącym sezonie? Tak, to będzie wspaniały prezent i obdarowany na pewno się z niego ucieszy. Pytanie, jak zniesiecie to Wy. Żeby nie było, że nie ostrzegałam.

Jak wygląda przeciętny wyjazd „na pszczoły”? Często, choć nie zawsze, jest to wycieczka w bardzo urokliwe miejsce – piękne rozległe łąki, górskie hale z widokami, zapomniane klimatyczne wsie… Blisko przyrody, daleko od ludzi, cisza, spokój i śpiewające ptaszki. I komary. Czasem bardzo dużo komarów. I nie można od nich po prostu uciec, bo szukanie pszczół to nie romantyczne wędrowanie po bezdrożach. To przemieszczanie się w tempie dwieście metrów na godzinę, bo każdą pszczołę trzeba obejrzeć z bliska. A jeśli się trafi na bardzo ciekawy gatunek, to osoba towarzysząca może od razu rozbijać obóz. Byle nie za blisko pszczoły, żeby jej nie spłoszyć.

Życzę Wam, moi drodzy, radosnych Świąt Bożego Narodzenia i wszystkiego najpiękniejszego na nadchodzący Nowy Rok!

Dodaj komentarz