Wysłuchałam właśnie krótkiej rozmowy na temat zagrożonych gatunków i Endangered Species Act w USA. Pół godziny to na pewno zbyt krótko, żeby zapoznać się dobrze z prawodawstwem w Stanach w tym zakresie, ale już to, co usłyszałam, było inspirujące. Muszę tutaj zastrzec na początek, że moim celem w tym poście nie jest zapoznawanie Was z prawodawstwem amerykańskim, ale podzielenie się z Wami pewnymi, moim zdaniem fajnymi, rozwiązaniami w tym temacie, które być może dałoby się kiedyś wykorzystać również w Polsce. Jeśli chcielibyście posłuchać wspomnianej rozmowy, zapraszam pod ten link.

W dużym skrócie, Amerykanie mają prawo dotyczące gatunków zagrożonych, tak zwany Endangered Species Act. Wobec gatunków uznanych za zagrożone obowiązuje szereg zakazów, nakazów i wytycznych – czyli coś w stylu jak nasza ustawa o ochronie przyrody i rozporządzenia dotyczące ochrony gatunkowej zwierząt, roślin i grzybów. Jednak lista gatunków zagrożonych w USA nie jest, tak jak u nas, ustalana co jakiś czas odpowiednim rozporządzeniem, ale poszczególne gatunki mogą być dodawane i zdejmowane z tej listy w różnych momentach. Zgłosić kandydata może każdy – na przykład organizacja zajmująca się ochroną przyrody. Kandydatura jest następnie rozpatrywana, i jeśli potwierdzone zostanie, że gatunek jest zagrożony, to ląduje on na liście.
To automatycznie powoduje pewne konsekwencje. Wobec takiego gatunku zaczynają obowiązywać odpowiednie przepisy. Opracowywane są też plany ochrony, które mają na celu poprawienie sytuacji zagrożonego gatunku i, ostatecznie, zdjęcie go z listy, kiedy działania przyniosą zadowalający efekt.

Podoba mi się taka koncepcja „ruchomej” listy gatunków chronionych, gdzie jest jakiś ogólny, stały zestaw zasad postępowania, i tylko zmieniają się gatunki, których to dotyczy, w zależności od tego, które faktycznie w danym momencie tego potrzebują. Żeby taki system działał, ważną rolę w decydowaniu, kto ma być wpisany na listę, muszą odgrywać badania naukowe i rzetelna wiedza na temat tego, jak mają się populacje poszczególnych gatunków. Ważne jest też uwzględnianie czynnej ochrony, na tej zasadzie, że kiedy gatunek trafia na listę, to kolejnym obowiązkowym krokiem jest opracowanie i wdrożenie planu ratunkowego. Dzięki temu rosną szanse na wyprowadzenie go ze stanu zagrożenia.

Muszę tutaj zastrzec, że ochrona zagrożonych gatunków to tylko część ochrony bioróżnorodności. Gatunki rzadkie i stojące w obliczu wyginięcia najpilniej potrzebują pomocy, bo bez niej możemy je dość szybko stracić. Natomiast ochrona należy się również gatunkom, które nie są w danym momencie w krytycznej sytuacji, a nawet tym, które są pospolite. Każdy gatunek odgrywa jakąś rolę w przyrodzie, a te pospolite często są szczególnie ważne po prostu przez swoją liczebność. Poza tym gatunek pospolity też da się doprowadzić do wyginięcia, jak uczy nas choćby historia spektakularnego wymarcia gołębia wędrownego. A również w ochronie przyrody sprawdza się zasada, że lepiej zapobiegać niż leczyć.

Dodaj komentarz