Trochę rękodzieła

Co roku jakoś w okolicach świąt Bożego Narodzenia biorę się za malowanie. Dawno temu kupiłam szalone ilości drewnianych zakładek do samodzielnego zdobienia. Podejrzewam, że starczy mi ich na kolejnych kilka sezonów.

Maluję farbami akrylowymi, które mają tę zaletę, że – w przeciwieństwie do akwareli – są kryjące. Wybaczają błędy (bo zawsze można je przykryć kolejną warstwą) i można, jeśli ma się taką ochotę, domalowywać jaśniejsze detale na ciemnym tle. Mają niestety pewną wadę, z powodu której mimo wszystko na co dzień wolę akwarele – trzeba do malowania wycisnąć pewną ilość potrzebnych kolorów z tubki, i jeśli wszystkiego się nie zużyje, zanim zaschną, to ta farba idzie na zmarnowanie. Ponieważ nie lubię marnować farb, to zmusza mnie to trochę do planowania kolorystyki – których farb i ile zużyję na daną zakładkę. Niby nic, ale jakoś wolność w postaci machnięcia pędzelkiem w którąkolwiek kostkę akwareli, w zależności od potrzeb, jest dla mnie dużo bardziej kusząca 🙂

Zakładki ze zdjęć czeka jeszcze pokrycie ochronną warstwą lakieru. Jeszcze nie wiem, co z nimi zrobię, kiedy będą gotowe – być może trafią na którąś z aukcji charytatywnych, które tradycyjnie wspieram od czasu do czasu jakimś drobiazgiem. Może ktoś dostanie je w prezencie. Może kiedyś je sprzedam. Jeśli któraś z zakładek spodobała Wam się i chcielibyście ją kupić, odezwijcie się do mnie 🙂

Dodaj komentarz