„Bee Quest” Goulson

Polscy czytelnicy zainteresowani tematyką przyrodniczą znają Goulsona całkiem nieźle, z takich pozycji jak „Żądła rządzą”, „Łąka” czy „Dżungla w ogrodzie”. „Bee Quest”, mimo że wydany w 2017, jak dotąd nie doczekał się polskiego wydania. Mam swoją hipotezę (nie całkiem na serio 😉 ), dlaczego tak się stało, ale o tym za chwilę.

Tytuł książki przetłumaczyłabym jako „W pogoni za pszczołami” i zasadniczo o tym właśnie ona jest – o podróżach autora w poszukiwaniu rzadkich gatunków dzikich pszczół. Goulson zabiera czytelnika w różne miejsca, każdy rozdział poświęcony jest innej wyprawie i pogoni za innym gatunkiem. No, poza pierwszym rozdziałem, w którym autor snuje opowieści ze swojego dzieciństwa, podobnie przerażające jak w „Żądłach” (ci, co czytali, wiedzą, o czym mówię). Po lekturze tego wstępu nabrałam przekonania, że Goulson ma szczęście, że dożył dorosłości, trochę też obawiam się o los jego dzieci, bo sprawia wrażenie, że chciałby dla nich podobnego dzieciństwa jak własne 😉 W każdym razie, niezmiennie jestem fanką jego stylu i humoru, nawet kiedy opowiada historie, od których jeży się włos na głowie.

Nie wszystkie poszukiwania pszczół z książki są uwieńczone sukcesem. To smutne historie, bo niepowodzenia wiążą się z tym, że poszukiwane pszczoły są rzadkie, czasem na skraju wyginięcia. Szczególnie mocno zapadł mi w pamięć Bombus dahlbomii, południowoamerykański trzmiel nazywany „latającą myszą” ze względu na swoje rozmiary. Gwoździem do trumny najprawdopodobniej były dla niego patogeny, które przybyły na kontynent amerykański razem z europejskimi trzmielami.

Jest też w książce polski akcent. Tak, Goulson odwiedził nasz kraj, co więcej, bardzo mu się u nas podobało. Przyjechał do Ochotnicy, co ucieszyło mnie tym bardziej, że miałam tam zajęcia terenowe na studiach. I tutaj właśnie następuje moment, w którym być może wyjaśnia się tajemnica braku polskiego wydania „Bee Quest”. Otóż czytając opis Ochotnicy, miałam wrażenie, że Goulson opisuje skansen 🙂 Robi to z wielkim entuzjazmem, gdyż intensywne rolnictwo pod wieloma względami nie jest korzystne dla przyrody, porównuje Ochotnicę do dawnej Wielkiej Brytanii i wspomina Sladena (żyjącego na przełomie XIX i XX wieku badacza trzmieli), który „czułby się tu jak w domu, przynajmniej jeśli chodzi o liczebność różnych pszczół i kwiatów”. Mimo wszystko nie jestem pewna, czy zasłynięcie jako skansen Europy zostałoby docenione przez polskich czytelników 😉 Bohaterem rozdziału jest „Yellow Armpit Bee” i próżno szukać tej nazwy w internecie (sprawdziłam!). Nie zdradzę Wam, na jakiego trzmiela polował Goulson w Gorcach, musicie sami przeczytać 😉

„Bee Quest” czytałam po „Żądłach”, które mi się bardzo podobały, a więc startowałam z wysokimi wymaganiami. Goulson mnie nie zawiódł. Mogę Wam tę książkę polecić z czystym sumieniem.

Jedna odpowiedź do „„Bee Quest” Goulson”

  1. Świetna książka potwierdzam. Bardzo podziałał na moja wyobraźnię fragment o bioróżnorodności terenów poprzemysłowych – nieużytków (braunfields). Tereny zaburzone mają duży potencjał dla natury, która rekolonizuje te tereny. Mało eksploatowany w literaturze wątek.

    Polubienie

Dodaj komentarz