Jak niektórzy z Was wiedzą, od tego roku mam zezwolenie na łapanie chronionych gatunków pszczół do celów badawczych. Dokładniej, mogę dzięki temu lepiej dokumentować skład gatunkowy pszczół tam, gdzie jestem, bo nie wszystkie pszczoły da się oznaczyć w terenie, z odległości, czasem trzeba je złapać. Zezwolenie obejmuje między innymi trzmiele, których w Polsce jest około 30 i które (niemal) wszystkie są objęte ochroną.
Trzmiela, o którym mowa w tym poście, spotkałam przy kwiecie farbownika. Okazał się uroczą robotnicą trzmiela zmiennego (Bombus humilis), gatunku według literatury nie tak częstego w naszym kraju. Tego dnia mocno wiało, pogoda nie sprzyjała pszczelim lotom, ale mimo wszystko ta samiczka postanowiła wybrać się po pokarm. Złapałam ją szybkim ruchem siatki entomologicznej. Większość pszczół złapana w ten sposób mocno się denerwuje i próbuje znaleźć drogę ucieczki, a jeśli otworzy się siatkę, wylatują z niej jak wystrzelone. Z tą samiczką było inaczej. Już trzymając ją w zamknięciu, zauważyłam, że siedzi spokojnie. Po oznaczeniu gatunku postanowiłam zaryzykować i uchylić siatki, żeby zrobić zdjęcie.

Robotnica bez problemu pozwoliła sobie zrobić sesję, ale nie koniec na tym. podstawieniu jej palca, bez problemu na niego weszła. Koniec końców, po zrobieniu zdjęć, posadziłam ją na farbowniku.


Dlaczego ta trzmielica tak się zachowywała? Cóż, podejrzewam, że po znalezieniu się w siatce zdała sobie sprawę, że w tym dziwnym miejscu mniej wieje niż na zewnątrz, i w sumie to jest całkiem przyjemnie. A palec to w ogóle jest ciepły, więc czemu na nim chwilę nie posiedzieć? Czy antropomorfizuję tę samiczkę? Cóż, po przeczytaniu książki Chittki „The mind of a bee”* wcale nie jestem tego taka pewna. W jednej z historii, których w książce jest mnóstwo, autor opowiada o kulisach pewnych badań na trzmielach. W ramach eksperymentu trzmiele wracające do gniazda (będącego pod kontrolą naukowców) były łapane przed wejściem w pudełko, by dokonać odpowiednich pomiarów, po czym wypuszczane wprost do kolonii. Jedna z robotnic po pewnym czasie zaczęła sama wlatywać do pudełka, i to nawet wtedy, kiedy badacz stał obok, trzymając je w ręku. Najwyraźniej nauczyła się, że droga do domu wiedzie przez pomiary, zaakceptowała ten fakt i uznała, że szybciej i wygodniej będzie jej samej wlecieć do pudełka. Nieźle, prawda?
*Książkę Chittki polecam nie po raz pierwszy. Chciałabym przy tym zaznaczyć, że nie są to polecenia sponsorowane, naprawdę jest dobra 🙂 Niedawno wyszło polskie tłumaczenie pod mało mówiącym tytułem „Pszczoły”.


Dodaj komentarz