Smółka komonicówka (Trachusa byssina)

Dziś drugi odcinek telenoweli pod tytułem „jakie nowe gatunki pszczół Żołna widziała w tym roku”. Historia będzie z dreszczykiem, takim na miarę Żołny. Ale najpierw przedstawię jej główną bohaterkę.

Ze smółką komonicówką (Trachusa byssina) zaznajomiłam się bliżej dzięki Kamili Chomicz, która gości te sympatyczne pszczoły niedaleko swojego domu. Nie, nie zobaczyłam ich tam na żywo, ale poznałam dzięki zdjęciom i opowieściom Kamili. Smółka komonicówka to jedyny przedstawiciel swojego rodzaju (Trachusa) żyjący w Polsce, i jedyny w Europie bez żółtego koloru w ubarwieniu ciała (chociaż nie, jest jeden żółty akcent, to twarz u samców). Podczas gdy inne smółki bywają podobne do makatek, z powodu żółtych pasków na odwłoku, smółkę komonicówkę prędzej można pomylić z jakąś brązową murarką. Jej ciało jest czarne, pokryte futerkiem w odcieniach beżowo-brązowych. Zresztą zobaczcie sami.

Smółka komonicówka gniazduje w ziemi, w samodzielnie wykopanych tunelach, które wykłada kawałkami liści oraz żywicą. Jest wyspecjalizowana pokarmowo – zbiera pyłek z kwiatów roślin motylkowych, ze szczególnym upodobaniem wobec, cóż za zaskoczenie, komonicy.

Moje pierwsze spotkanie ze smółką należało, podobnie jak w poprzednio opisywanej na blogu historii, do przypadkowych. Nie szukałam jej specjalnie i nie wiedziałam, że ją znajdę w tym akurat miejscu i czasie. Pewnego lipcowego dnia pojechałam do Warszawy na kolejne obserwacje pszczół w Kampinoskim Parku Narodowym, gdzie prowadzę badania. Wstałam o nieżołniej porze, żeby zdążyć na poranny pociąg, dzięki czemu koło południa byłam już na miejscu i po zostawieniu walizki ruszyłam do Puszczy. Pogoda była piękna, nawet aż za. Kiedy wracałam z obserwacji, od gorąca i niewyspania zaczynała już lekko boleć mnie głowa, ale że wciąż było w miarę wcześnie, to uznałam, że wycieczka do Lasu Bemowskiego będzie świetnym pomysłem. Są tam miejsca bardzo bogate w pszczoły, gdzie zawsze można liczyć na coś ciekawego. Kiedy przyjechałam, głowa bolała trochę bardziej… Ale przecież to miał być tylko rekreacyjny krótki spacer, a potem do domu. Cóż, nie wyszło.

Chodząc po łące, w pewnym momencie zobaczyłam podejrzaną brązową pszczołę odwiedzającą kwiaty roślin motylkowych. Niewiele myśląc, złapałam ją, żeby obfotografować z każdej strony i w miarę możliwości oznaczyć gatunek. Z szybkich oględzin wyszło na to, że właśnie spotkałam swoją pierwszą smółkę, samiczkę. Jak to często bywa (niestety, również w przypadku gatunków dla mnie ciekawych albo trudnych do oznaczenia), pszczoła była sprytniejsza i uwolniła się, zanim zdążyłam ją obfotografować ze wszystkich stron. W tym momencie głowa bolała już bardzo, bo pomimo późnej pory wcale nie było specjalnie chłodno, ale skoro wiedziałam już, że jest tutaj komonicówka, to uznałam, że nie ruszę się stąd bez jej zdjęć na kwiatach. No i zaczęło się czekanie i wypatrywanie. Na szczęście się doczekałam i nie musiałam nocować na łące 😉

Niestety okazało się, że ten dzień był stanowczo zbyt długi. Zlekceważenie sygnałów dawanych przez mój organizm, że może byśmy tak zwolnili, musiałam nieco odchorować, a następnego dnia zamiast w głąb Kampinosu powędrowałam do Łazienek, gdzie snułam się w ślimaczym tempie, wypatrując pszczół na rabatkach. No, ale swoją smółkę miałam.

Niedługo później w innym miejscu spotkałam do kompletu samca. Możecie zobaczyć na zdjęciach tę żółtą buzię, o której wspominałam.

Dodaj komentarz