Pszczolinka i jej kukułka

Niedawno miałam przyjemność zadebiutować w Tygodniku Powszechnym artykułem „Sekretne życie pszczół”(klik) , opowiadającym o pszczołach pasożytach. Jednocześnie w ostatnich dniach obserwowałam pewną kolonię pszczolinki podbiałówki Andrena clarkella (dziękuję Kasi za podzielenie się mną swoją zeszłoroczną obserwacją tych pszczół, dzięki czemu w tym roku mogłam tę kolonię odnaleźć) i oglądałam na żywo, jak zachowują się pszczoły-kukułki.

↑Pszczolinka podbiałówka Andrena clarkella
↑Koczownica Nomada leucophthalma

Andrena clarkella to pszczoła wczesnowiosenna, specjalistka zbierająca pyłek z wierzb. Jej pasożytem gniazdowym jest koczownica z gatunku Nomada leucophthalma i to najprawdopodobniej właśnie ją obserwowałam. Kiedy po raz pierwszy odwiedziłyśmy z Olą kolonię, kręciło się przy niej kilka koczownic, a pszczolinki co jakiś czas przylatywały i odlatywały. Według literatury, A. clarkella spędza w gnieździe średnio prawie pół godziny, a poza gniazdem półtorej, więc zbyt dużo się ich nie naoglądałyśmy. Co ciekawe, pszczoły te zasypują swoje norki, kiedy odlatują po pokarm, i wtedy ich położenie zdradza niski kopczyk ze świeżej ziemi nieco innego koloru. Kiedy byłam przy kolonii dzisiaj, samic zobaczyłam niewiele i były wyraźnie zmęczone życiem – rude futerko na grzbiecie wypłowiałe lub nieco wytarte, niepewne i ostrożne ruchy. Z kolei koczownic wydawało się być jeszcze więcej niż ostatnio – zdarzało się, że w zasięgu wzroku miałam cztery jednocześnie.

↑Ta samica pszczolinki najlepsze dni ma już za sobą.

Korzystając z okazji, chciałabym pozdrowić Państwa z pieskiem, który nieopatrznie próbował przejść się po gniazdach w czasie naszej pierwszej wizyty (nie gniewamy się, spłoszone pszczoły szybko wróciły na miejsce 😉 ) oraz Państwa bez pieska, z którymi przez chwilę rozmawiałam dziś o dzikich pszczołach.

Poniżej krótka historia zaprzyjaźniania się z koczownicą:

Dodaj komentarz